niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 13



 Aleks objął mocno ramionami drżącego chłopaka i przycisnął do swojego torsu. Dzięki resztkom rozsądku kołaczącym się w jego głowie udało mu się zarejestrować, że właśnie ocierają się o siebie pożądliwie, ledwo nad sobą panując, na podłodze jadalni. Jeszcze chwila a zatracą się całkowicie. Wojtek zasługiwał na coś znacznie lepszego. Jakim byłby narzeczonym, gdyby odebrał mu dziewictwo w taki sposób.

- Kochanie, to nie jest odpowiednie miejsce – szepnął mu do ucha i wziął na ręce prychającego Cindy, niezadowolonego, że przerywają mu w takim momencie. – Spokojnie skarbie, zabiorę cię do siebie. Tam zrobisz ze mną co zechcesz. – Mendoza nigdy tak szybko nie dotarł do sypialni. Położył swój słodki ciężar na łóżku, nie odrywając od niego zachwyconego wzroku. Brązowe oczy chłopaka patrzyły na niego z takim głodem, że jego ciało omal nie zamieniło się w słup ognia. Niecierpliwe, małe dłonie zaczęły szarpać guziki koszuli, które odpadały jeden po drugim z cichym trzaskiem. Gorące usta przylgnęły do szyi i obsypały ją drobnymi pocałunkami.
- Powoli słońce, jak będziesz mnie tak nakręcał, może źle się to skończyć dla twojego tyłeczka – odezwał się ochryple mężczyzna i przycisnął smukłe biodra swoimi. Zaczął rozbierać chłopaka, muskając go czubkami palców. Każdy najdrobniejszy dotyk wzbudzał w napiętym do granic możliwości ciele tysiące drobnych wibracji. Wojtek pojękiwał cicho łapiąc gwałtownie oddech. Nawet nie zauważył, kiedy jego ubranie znalazło się na podłodze. Dopiero zimny prąd powietrza na jego rozgrzanej skórze odrobinę go otrzeźwił. Łakome wargi Aleksa zaczęły przesuwać się coraz niżej, wyznaczając zawiłe linie, gdy dotarły do brzucha Cindy pisnął i zawstydzony zacisnął uda. Mężczyzna podciągnął się do góry i delikatnie go pocałował.
- Nie bój się –  zaczął gładzić jego biodra – pozwól mi sprawić sobie przyjemność. Nie skrzywdzę cię kochanie. – Pod wpływem jego łagodnego głosu chłopak z powrotem się rozluźnił i pozwolił, by ciepła ręka Aleksa wsunęła się między jego nogi. Zaczęła ostrożnie gładzić jego penisa od czasu do czasu trącając sączącą dziurkę. – Chcę cię tam pocałować – odezwał się aksamitnym głosem i nie czekając na odpowiedź zmieszanego jego oświadczeniem Wojtka obniżył się i zacisnął usta na jego nabrzmiałym członku.
- Aach..! Oszalałeś?! – krzyknął zaskoczony Kopciuszek wyginając się w łuk, ale już po chwili jego mózg zamienił się w papkę pod wpływem nowych doznań. Otoczyło go wilgotne gorąco i cała krew odpłynęła w te rejony, całkowicie pozbawiając go rozumu. Mógł już tylko czuć. Instynktownie rozłożył szeroko nogi chcąc ułatwić narzeczonemu dostęp. Wystarczyło kilka ruchów i wytrysnął prosto w usta mężczyzny, który natychmiast wszystko połknął, oblizując się pożądliwie. Wojtek krzycząc opadł na poduszki obezwładniony siłą pierwszego w swoim życiu orgazmu. Aleks uśmiechnął się do niego i przytulił tyłem do siebie. Pozwolił mu na moment odpocząć. Głaskał spocone plecy kochanka szepcząc mu do ucha słodkie głupstwa. Korzystając z jego niemocy rozebrał się szybko i ponownie przylgnął do Wojtka swoim muskularnym, nagim ciałem. Sprytnie manewrując wsunął kolano między jego nogi i potarł nadal chętnego do zabawy członka i napięte jądra.
- Mendoza, co ci znowu chodzi po głowie? – wymamrotał niewyraźnie.
- Wiesz, ty już upuściłeś trochę pary, ale ja nadal jestem twardy jak skała – wziął jego małą dłoń i zacisnął na swoim wielkim, bordowym od napływającej krwi członku.
- Zaraz, zaraz! – Wojtek odwrócił się do niego twarzą i niepewnie spojrzał w dół. Jego oczy przybrały rozmiary spodków. – Ty chyba nie masz zamiaru włożyć we mnie czegoś takiego?!
- Nie bądź niemądry, dobrze wiesz, że mięśnie w tym miejscu są bardzo rozciągliwe – Aleks przesunął rękę i ostrożnie pogładził zaciśniętą dziurkę chłopaka.
- Może są, ale na pewno nie aż tak! – Cindy szarpnął się do tyłu z zamiarem ucieczki. Mężczyzna złapał go za podbródek i odwrócił jego twarz do siebie. Spojrzał mu głęboko w oczy, starając się przekazać mu w ten sposób wszystko co do niego czuje. Czarne źrenice wdarły się aż na samo dno duszy Wojtka i spowodowały, że zadrżała z radości.
- Kocham cię, ale nie jestem pewien czy odwzajemniasz moją miłość – odezwał się czule i przytulił go do siebie.
- Też cię kocham – wyszeptał nieśmiało.
- W takim razie zaufaj mi, oddaj mi wszystko co masz, a ja się tym zaopiekuję – dobiegł go namiętny głos Mendozy. Wojtek uśmiechnął się słodko do niego i poddał mu się całkowicie. Ulegle pozwolił przekręcić się na brzuch. Wypiął do góry krągłe pośladki i z satysfakcją usłyszał pełny zachwytu pomruk mężczyzny. Do jego nozdrzy doszedł zapach jakiegoś egzotycznego olejku. Silne dłonie zaczęły go masować zaczynając od obojczyków. W ślad za nimi ruszył ciekawski język, zataczał kółeczka smakując miękkiej jak atłas skóry. Aleks powoli opuszczał się coraz niżej. Z ogromną przyjemnością słuchał pełnych pożądania pisków i posapywań narzeczonego. Wreszcie jego niecierpliwe dłonie objęły pośladki i szeroko je rozchyliły. Ruchliwy organ zaczął badać delikatnie drgającą z podniecenia dziurkę.
- Ooch, zabijesz mnie – zaskomlał Wojtek i wygiął się w łuk. Aleks złapał jego penisa u nasady stanowczym ruchem, nie pozwalając mu dojść.
- O nie, masz tym razem zaczekać na mnie! – warknął do niego i ukąsił go w pośladek.
- Cholera! Jesteś potworem! – jęknął głośno Cindy, któremu od tego ugryzienia pociemniało w oczach.
- Spokojnie – Mendoza włożył mu do środka pierwszy palec. Ostrożnie rozpychał mięśnie zginając go i prostując. Wreszcie natrafił na splot wrażliwych nerwów i podrażnił je z psotnym uśmiechem.
- O kurwa! – zawył chłopak, a wszystkie galaktyki zatańczyły mu przed oczami. -Weź mnie w końcu, bo mnie tu szlag trafi! – Wypiął tyłek najmocniej jak potrafił, by doznać jeszcze więcej tego rozkosznego czegoś.
- Powoli, mamy dużo czasu – odezwał się złośliwie mężczyzna, sam z wielkim trudem nad sobą panując. Dołożył kolejne palce, poszerzając wąskie wejście. – Kochanie, rozluźnij się i nabierz powietrza – zabrał dłoń i zastąpił ją swoim rozgrzanym do czerwoności członkiem. Pchnął mocno od razu zanurzając się po same jądra.
- Aach..! – krzyknął Wojtek, a z oczu pociekły mu łzy, mocząc poduszkę. – Boli!
- Już dobrze – Mendoza był napięty jak struna i ledwo co powstrzymał się od dalszych ruchów. Wsunął dłoń między drżące uda i zaczął łagodnie pieścić członka chłopaka. Raz po raz naciskał wrażliwe miejsce znajdujące się tuż za jądrami. Gdy podniecony partner zaczął kręcić niecierpliwie biodrami i poruszył się na próbę.
- Zrób to – usłyszał nieśmiałą prośbę. Przestał się więc wahać i powoli zaczął przyspieszać rytm. Zmieniał kąty uderzeń aż natrafił na prostatę. Skowyt jaki wyrwał z gardła kochanka z pewnością postawił na nogi cały dom. Mrucząc z przyjemności zagłębiał się coraz bardziej w tą oszałamiającą ciasnotę. Czuł jak wszystkie komórki w jego ciele zaczynają drgać. Wreszcie targnął nim spazm spełnienia, a chłopak natychmiast do niego dołączył, zaciskając mocno mięśnie na jego penisie i wrzeszcząc z całych sił. Potężny orgazm przetoczył się przez ich ciała jak spieniona fala. Obaj osunęli się na pościel i wtulili w swoje ramiona.
- Mam wrażenie, że umarłem – wymamrotał po chwili Wojtek.
- No coś ty, dopiero zaczęliśmy. To była pierwsza runda – Aleks cmoknął go w nos i zacisnął poufale palce na jego pośladkach. Jego oczy zalśniły pożądliwie.
- Żartujesz prawda? – zapytał niepewnie Cindy.
- W żadnym wypadku – ukąsił go w kark i włożył mu język do ucha.
- Moja dupa nie jest z żelaza. Nie wytrzyma takiego tempa. Ty chyba jesteś kosmitą – mruknął do niego chłopak, usiłując umknąć przed jego rękami.
Kochali się jeszcze wiele razy. Wypróbowali chyba wszystkie nadające się do tego miejsca w sypialni i łazience. Wojtek nigdy by wcześniej nie pomyślał, że można to robić na tyle różnych sposobów. Legendy krążące o Mendozie okazały się prawdziwe. Miał niespożyte siły i niesamowity temperament. Wystarczało mu kilka minut odpoczynku i był gotowy do następnej akcji. Tyłek Kopciuszka okazał się niezwykle wytrzymały, a jego drobne ciało wprost nienasycone. Wciąż chciało jeszcze, mimo, że było już na granicy wyczerpania. Nad ranem obaj mężczyźni zasnęli kamiennym snem. Żaden nie był już w stanie ruszyć nawet najmniejszym palcem.
***
Mirek przyszedł na uniwerek bardzo wcześnie i o razu udał się na salę, w której miały odbyć się zajęcia. Zajął najlepsze dwa miejsca z samego tyłu. Dzisiaj miał być test, a on miał w głowie kompletną pustkę. Nie znosił fizyki ze względu na wykładowcę, który był znanym na uczelni homofonem. Miał z nim niejedno starcie. Ostatnio zaczął też czepiać się Wojtka. Widocznie ktoś mu doniósł, że tez jest gejem. Niestety prze ostatni tydzień zamiast kuć, biegał za swoim niewiernym kochankiem. Wiedział, że go zdradza, ale musiał mieć na to konkretny dowód, by rzucić mu go w twarz. Nie chciał by potem ten palant biegał po kampusie i robił za ofiarę, żaląc się wszystkim jakim, to jest zimnym draniem bez serca. W końcu udało mu się go dopaść, jak obściskiwał się z jakąś nową zdobyczą. Cyknął im kilka fotek, które pokazał mu na najbliższym spotkaniu, po czym wyszedł nawet nie oglądając się za sobą. Skutek tego był taki, że nic nie umiał. Czekał więc na Wojtka, mając nadzieję coś od niego odpisać. Piekiełko owszem przyszedł, ale wyglądał jakby ktoś przeciągnął go przez siedem piekieł. Blady, z błędnym wzrokiem targał ze sobą wielki, puchaty sweter. Poskładał go ładnie w kosteczkę i rzucił na krzesło, po czym usiadł na nim cicho postękując i moszcząc się jak kwoka na grzędzie. Następnie oparł głowę na blacie i przymknął oczy.
- Bądź dobrym kumplem i obudź mnie – wymamrotał pod nosem.
- Chłopie co ci się stało? Gdzieś ty tak zabalował? A może Mendoza cię w końcu dopadł? Krążą o nim prawdziwe legendy – zapytał zaciekawiony Mirek.
- Odczep się bałwanie! – mruknął zmieszany Cindy, a jego twarz zapłonęła jak słońce na zachodzie. Postawił kołnierz od koszulki chcąc ukryć liczne malinki widoczne na jego szyi.
- Wpadłeś w jego szpony co? – roześmiał się na cały głos niepoprawny kumpel. – Zabrakło wam żelu? – zerknął wymownie na tyłek chłopaka. – To może nie wystarczyć, trzeba było przynieść podusię.
- Oż, ty…! – Wojtek rzucił w niego podręcznikiem. Zaczęli się przepychać i szturchać jak dzieci. Zajęci swoją małą sprzeczką nie zauważyli, że w sali zrobiło się cicho.
- O, moi ulubieni studenci od rana dobrze się bawią, jak miło – usłyszeli dobrze im znany, znienawidzony głos. – Mam nadzieję, że wyjdziecie stąd w równie dobrych humorach – dorzucił złośliwie, kładąc przed nimi karteczki z testem.
- Jeny! – jęknęli obaj zgodnie na widok zawiłych zadań i nieznanych im wzorów. Wyglądało to równie zrozumiale co język kosmitów.
- Coś nie tak? – odezwał się zgryźliwie profesor. – Myślę, że panowie minęli się z powołaniem i zabierają tylko tlen na sali innym studentom, którzy naprawdę chcą się uczyć. Pan – odwrócił się do Wojtka – powinien się lepiej zająć organizowaniem przyjęć dla wielkiej, międzynarodowej rodziny swojego narzeczonego. A pan – odwrócił się do Mirka – zacząłby wreszcie pracować zgodnie ze swoim powołaniem. Zamiast uganiać się po kampusie za facetami i tracić czas, należałoby otworzyć własny interes. Wtedy sami do pana przyjdą i jeszcze dobrze zapłacą … - nie zdążył dokończyć, bo dwie pięści wystrzeliły do przody i zaliczyły bliskie spotkanie z jego szczęką. Rozległ się nieprzyjemny chrzęst złamanej kości. Mężczyzna z pewnością nie spodziewał się ataku. Nie zdążył się nawet zasłonić. Poleciał gwałtownie do tyłu, ale na szczęście czyjeś litościwe ręce podtrzymały go i nie uderzył głową o posadzkę.
Dla obu winowajców cała sprawa zakończyła się oczywiście na znajomym komisariacie. Po spisaniu protokółu i wpłaceniu kaucji odebrała ich stamtąd zdenerwowana pani Oliwia. Chłopcy ze skruszonymi minami podreptali za nią do samochodu nie śmiejąc nawet spojrzeć na rozgniewaną kobietę.
- Przepraszam, ale to nie nasza wina. Zostaliśmy sprowokowani – próbował tłumaczyć się Wojtek.
- Lepiej siedź cicho! Jesteście idiotami, jak was wkurzył trzeba było dorwać go w ciemnym zaułku i tam spuścić mu łomot! Wy oczywiście musieliście strugać bohaterów i dać mu w pysk przy całej klasie! Teraz ma przynajmniej ze dwudziestu świadków i na pewno zażąda odszkodowania. Nie mam też pojęcia jak sprawić, by was nie wyrzucili z uczelni – warczała na nich pani Oliwia, a jej wzrok dosłownie przeszywał ich na wylot.
- Ale mamo.. – podjął Cindy.
- Ty mi tu nie mamuj. Nic ci nie pomoże podlizywanie. Wiesz co ja musiałam wysłuchać od tej wypudrowanej policjantki?! Podobno moja rodzina, to bajoro pełne mętnej wody, w której pływają sami dewianci – o tobie mowa – i kryminaliści – to o Aleksie. Jednym słowem jesteśmy wrzodem na dupie społeczeństwa! – wrzasnęła mu do ucha. Podskoczył omal nie wybijając dziury głową w suficie samochodu. - Dopadnę tę zdzirę i wypruję jej flaki – mruknęła do siebie.
- Lepiej nie, bo może nam zabraknąć forsy na te wszystkie kaucje - wyrwało się niepotrzebnie Mirkowi.
- O to się nie bój smarkaczu! Już ja wam wybiję z tych pustych makówek – stuknęła ich głowami, aż zadudniło – ochotę na durne wyskoki. Będziecie musieli ciężko odpracować każdą złotówkę, jaką na was wydałam. Wczasy się skończyły zrobię z was prawdziwych mężczyzn choćby miało was to zabić!
***
Mirek wrócił do domu w paskudnym nastroju. W ciągu ostatnich kilku dni zaliczył same klęski. Rozstał się z chłopakiem, którego naprawdę polubił. Świetnie się dogadywali, miło spędzali razem czas i z początku miał nawet nadzieję na poważniejszy związek. Po raz kolejny strasznie się zawiódł. Wiedział, że wina leży też po jego stronie. Nie potrafił się otworzyć przed nikim, ani do końca zaangażować. Westchnął ciężko i wszedł pod prysznic. W dodatku cała ta sprawa z fizykiem. Miał cichą nadzieję, że matce Mendozy uda się jakoś wszystko wyciszyć i nie zostaną wyrzuceni. Ledwie zdążył się ubrać rozległ się oczywiście dzwonek. Kaser ostatnio dawał mu popalić. Ręka nadal go bolała i nudził się przeokropnie. Nie mógł pracować, więc wyżywał się na gosposiu. Łaził za nim krok w krok, plątając się pod nogami i przeszkadzając w obowiązkach. W dodatku jego długie łapy były dosłownie wszędzie. Dotykał go niby przypadkiem, gdzie tylko mógł dosięgnąć.
Mirek z markotną miną udał się do szefa i przez kilka godzin znosił cierpliwie jego zachowanie. Zależało mu na pracy, więc starał się zachować spokój, mając nadzieję, że Tomowi się to po prostu znudzi lub przygrucha sobie inną ofiarę. Chłopak podenerwowany swoimi problemami ledwo nad sobą panował. Wypełniał kolejne polecenia zaciskając zęby.
 Kaser natomiast bawił się wyśmienicie. Uwielbiał patrzyć jak gospoś czerwieni się i umyka zmieszany jak najdalej od niego. Lubił się z nim drażnić i patrzeć w iskrzące się ze złości zielone oczy. Balansował na krawędzi, starając się nie przekroczyć granicy. Miał coraz większą ochotę dobrać się do Mirka i zobaczyć jak się wije pod nim z pożądania. Nie mógł zapomnieć wyrazu jego twarzy, kiedy kochał się z tamtym chłopakiem. Chciał sprawdzić czy jemu też uda się wydobyć z niego tyle emocji, doprowadzić do tego, by przestał się całkowicie kontrolować.
W pewnym momencie duża dłoń zacisnęła się na udzie Mirka. To przelało czarę goryczy i mężczyzna wybuchnął z siłą wulkanu. Pchnął, nie spodziewającego się takiej reakcji Kasera, na stojące za nim niskie biureczko. Stanął między jego udami i spojrzał mu prosto w błękitne oczy, teraz rozszerzone ze zdumienia.
- Zabieraj łapy cholerny zboku! – wrzasnął na szefa, tracąc nad sobą panowanie.
- Ale masz temperamencik. Nie zgrywaj takiego niedostępnego. Chodźmy do łóżka – ty się wyładujesz, a ja odrobinę zabawię, bo inaczej zdechnę tutaj z nudów - uśmiechnął się do niego bezczelnie Tom i powędrował wzrokiem poniżej jego pasa.
- Chcesz się pieprzyć? Proszę bardzo! Wypinaj dupę! Przelecę cię tak, że na zawsze mnie zapamiętasz! A jak będziesz przekonywująco jęczał, to może zrobię to nawet dwa razy! – Mirek pochylił się i ugryzł go brutalnie w usta. Po czym odwrócił się i wyszedł z pokoju, trzasnąwszy mocno drzwiami.
Tymczasem Kaser siedział jeszcze przez chwilę, bezwiednie dotykając poranionych warg. Jeszcze nikt nigdy nie próbował się dobierać do jego tyłka. W swoim środowisku miał paskudną opinię i większość osób po prostu się go bała. Żaden z jego kochanków nawet nie śmiał wystąpić z taką propozycją. A tu proszę, zwykły gospoś chce go przelecieć na jego własnym biurku. Jakoś to nie mogło mu się zmieścić w głowie. Burzyło całkowicie budowany latami światopogląd. Wyszedł z gabinetu i zatrzymał pod drzwiami do sypialni Mirka.
- Jeszcze zobaczymy kto kogo będzie miał! – mruknął do siebie.
***
Pani Oliwia dotrzymała słowa i już następnego dnia rano wezwała chłopców do siebie. Usiedli na kanapie w salonie i zastanawiali się co też wymyśliła ta niebezpieczna kobieta. Na pewno nie było to dla nich nic dobrego, sądząc po szelmowskim uśmieszku jaki błąkał się po jej twarzy. Zarówno Mirek jak i Wojtek mieli złe przeczucia.
- Panowie znalazłam dla was zajęcie. Jutro mi pomożecie przeprowadzeniu akcji charytatywnej. Ludzie są okropnie nieodpowiedzialni. Przez ostatnie dwa lata była moda na świnki - miniaturki. Teraz trendy się zmieniły i mnóstwo tych biednych stworzeń zalega w schronisku. Musimy zdobyć sporo pieniędzy, aby zapewnić im godne warunki do życia. Może uda się nawet oddać w dobre ręce część tych kudłatych brzydali. Obsługa będzie nosić specjalne stroje. – Podała im paczki z ubraniami. Chłopcy ukłonili się grzecznie i wyszli z niepewnymi minami.
- Myślisz, że tak łatwo uda nam się wykpić? – zapytał podejrzliwie Mirek.
- Mam nadzieję. Chociaż znając teściową, coś mi tu nie gra. Chętnie poświecę jeden dzień, żeby tylko przestała się czepiać i patrzeć na mnie z tą wyniosła miną.
- Masz rację brachu. Jutro akcja świnka. Muszę powiedzieć szefowi, że mnie nie będzie. Nie wiem tylko jak zareaguje, bo się trochę posprzeczaliśmy – westchnął ciężko chłopak.
- Zrobił ci coś? – zapytał zaniepokojony Wojtek. -Ten stary zboczeniec jest do wszystkiego zdolny.
- Właściwie, to chyba mamy remis – odparł nieco zmieszany Mirek. – To ja już pójdę – podniósł się i ruszył szybkim krokiem do drzwi. Chciał za wszelką cenę uniknąć wypytywania kumpla, który znał go jak własną kieszeń. Na pewno coś by mu się wymknęło, a potem spaliłby się ze wstydu. Na dziedzińcu odetchnął z ulgą. Tym razem się udało, ale wiedział doskonale, że Wojtek jest bardzo spostrzegawczy. Długo nie uda mu się go zwodzić.
Cindy patrzył zamyślony za umykającym w popłochu przyjacielem. Najwyraźniej u sąsiadów działo się coś ciekawego, a ten drań nie chciał mu niczego zdradzić. Na szczęście chłopak nie był zbyt dyskretny i nie umiał przed nim utrzymać tajemnicy dłużej niż przez jeden dzień. Prędzej czy później dopadnie go i wydusi prawdę. Zemsta na Tomie może poczekać na stosowną okazję. Nie chciał by przyjacielowi coś się stało. Miał ciężkie życie i on nie miał zamiaru pozwolić, żeby znowu spotkało go jakieś nieszczęście. Kaser był łajdakiem, ale bardzo doświadczonym, czarującym i inteligentnym. Jeśli zagnie parol na Mireczka, to nie wiadomo co z tego wyniknie.
***

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 12


Kara jaką zastosował Mendoza wobec Wojtka okazała się równie dotkliwa dla nich obu. Wiedział, że w tym tygodniu będzie miał dużo pracy, ponieważ zaplanował wcześniej sporo spotkań biznesowych. Chłopaka zamierzał widywać tylko przy posiłkach, więc pokusa, aby zrobić coś głupiego powinna być niewielka. Jeśli wieczorem zaliczy jeszcze siłownię, to na pewno zaśnie bez problemów i nie będą go męczyły żadne dziwne sny z Kopciuszkiem w głównej roli. Wszystko sobie dokładnie obmyślił i postanowił być twardy wobec tego nieznośnego urwisa. Najwyższy czas, aby ktoś go okiełznał. Nie mógł pozwolić, żeby smarkacz wszedł mu na głowę. Rzeczywistość jednak okazała się o wiele bardziej skomplikowana.
Cindy robił co mógł, aby okazać się idealnym narzeczonym. Nie tylko zmienił się w wysokiej klasy dżentelmena, ale także zaczął niesamowicie dbać o swój wygląd, nie chcąc Mendozie przynieść wstydu. Wybrał się z Mireczkiem na zakupy i zaopatrzył pod wpływem jego rad w całe mnóstwo seksownych ciuchów, jakich wcześniej unikał jak ognia. Nosił teraz dopasowane, jedwabne koszule w kolorach kamieni szlachetnych, które znakomicie podkreślały jego piękną karnację. Markowe jeansy opinały długie nogi i okrągły tyłek jak druga skóra. W dodatku dostał jakiejś dziwnej obsesji na punkcie ust Aleksa. Za każdym razem jak był w pobliżu dosłownie nie mógł oderwać od nich oczu. Pamiętał ich kuszący smak i miał ogromną ochotę ponownie ich spróbować. Nieświadomie oblizywał się pożądliwie, kiedy tylko znalazł się obok mężczyzny. Koniec różowego języka wędrował wtedy po jego wargach, a brązowe oczy zamieniały się w dwa płonące, czekoladowe wiry, wciągające biedną ofiarę na samo dno. Kusiły i obezwładniały jak słodka trucizna. Jakby tego było mało spragnione pieszczot ciało chłopaka zaczęło dawać jednoznaczne sygnały. Poruszał się z ogromnym wdziękiem, kręcąc zgrabnymi pośladkami i dosłownie hipnotyzując nieszczęsnego Aleksa, który już po jednym dniu tych wyrafinowanych tortur uświadomił sobie, że to będzie baaardzo ciężki tydzień.
Siedzieli właśnie we trójkę przy stole w jadalni. Aromatyczna  jajecznica na boczku wyglądała bardzo apetycznie. Pani Oliwia jednak zamiast jeść obserwowała obu mężczyzn z coraz szerszym uśmiechem na twarzy. Dawno się tak dobrze nie bawiła w niczyim towarzystwie. Jej syn siedział sztywno jak kołek w płocie, niemrawo dziobiąc widelcem w talerzu, przeżuwając każdy kęs jakby to była podeszwa od buta, a nie pyszny posiłek przygotowany przez zawodowego kucharza. Natomiast Wojtek wpatrywał się w niego jak kot w talerzyk ze śmietanką i śledził pożądliwym wzrokiem drogę widelca do ust, wzdychając za każdym razem kiedy ten znalazł się głęboko w środku. W końcu Aleks nie wytrzymał narastającego napięcia i sztuciec wypadł mu z ręki plamiąc haftowany obrus.
- Czego tak wlepiasz we mnie te swoje oczyska? Jeszcze chwila i się udławię – prychnął na Cindy, czując jak nabrzmiały aż do bólu członek ociera się o spodnie. Zacisnął uda i cicho syknął, kiedy fala gorąca spłynęła w dół nakręcając go jeszcze bardziej. Na policzki wpełznął mu ciemny rumieniec.
- Ale robisz to taak seksownie – jęknął bezmyślnie chłopak i o mało nie zapadł się pod ziemię, napotykając spojrzenie teściowej, która właśnie dostała czkawki, usiłując nad sobą zapanować.
- Cholera, muszę już iść – mruknął Mendoza dziwnie niskim i ochrypłym głosem. Zerwał się od stołu i nie żegnając się z nikim, pobiegł do swojej sypialni. Wystarczyło kilka wprawnych ruchów ręki i spuścił się na elegancki, perski dywan z głośnym okrzykiem spełnienia. Osunął się po ścianie na podłogę i zaszokowany wpatrywał przez chwilę w swoją pokrytą spermą dłoń. – To niemożliwe – szepnął do siebie. Uciekł dosłownie w ostatniej chwili. Jeszcze minuta lub dwie i doznałby orgazmu podczas jedzenia śniadania w obecności swojej matki. Musiałby chyba potem popełnić seppuku, bo już nigdy nie mógłby jej spojrzeć w oczy. – Do piątku oszaleję przez tego drania!
***
Mireczek kompletnie wykończony padł na swoje nowe łóżko. Własnoręcznie przytargał tutaj wszystkie swoje rzeczy. Trzy razy musiał tutaj lecieć z drugiego końca miasta. Wojtek nie chciał mu pomoc ze względu na narzeczonego. Rozejrzał się z zadowoleniem dookoła. Pokój był naprawdę ładny. Duży, widny z własną łazienką, a najlepsze było to, że miał osobne wejście przez kuchnię. Nikt nie będzie go tu kontrolował i śledził. W sporej willi mieli mieszkać tylko we dwóch. Po kilku minutach odpoczynku wstał i wziął szybki prysznic. Ubrał się w stare sprane jeansy i krótką koszulkę czyli swój zwykły, domowy strój. Nie miał się tu po co stroić. Do sprzątania i garów szkoda mu było eleganckich ciuchów. Ruszył na poszukiwanie pana domu. Mieli omówić ostatnie warunki. Wszedł do gabinetu, gdzie za biurkiem siedział rozparty Tom. Usiadł na wskazanym miejscu skromnie spuszczając oczy. Po tym co opowiedział mu o nim Wojtek miał zamiar trzymać się od swojego nowego szefa tak daleko jak tylko się da. Miejsce było świetne, a kasa jeszcze lepsza. Nie potrzebne mu były jakiekolwiek problemy w pracy.
- Panie Pszczółka dwa razy w tygodniu będzie tu przychodziła ekipa sprzątająca do grubszych robót, a pana zadaniem będzie dopilnowanie ich podczas pracy. Dom ma być czysty i zadbany. Do pana obowiązków należy robienie zakupów oraz przygotowywanie śniadań i kolacji. Obiady jadam na mieście. Pieniądze na wydatki są w kasetce na kominku. W garażu jest samochód do pana dyspozycji. Myślę, że to chyba wszystko – Tom przyglądał się leniwie chłopakowi usiłując podchwycić jego wzrok. Nowy gospoś był atrakcyjnym, młodym mężczyzną i nie miałby nic przeciwko, gdyby umilił mu samotne wieczory.
- Mam pytanie. Czy mogę w swoim pokoju przyjmować gości? – zapytał Mireczek nadal nie podnosząc wzroku.
- Dlaczego nie, mają tylko być cicho i nie życzę sobie, aby spacerowali po moim domu. Niech wchodzą bocznym wejściem – odparł Kaser, zastanawiając się nad preferencjami seksualnymi Mireczka, który z każdą chwilą podobał mi się coraz bardziej. W sumie nie było to aż tak ważne. Jeszcze nigdy nie spotkał kogoś, kto by mu się oparł. W końcu był mężczyzną doskonałym, o jakim po nocach śniły tysiące nieboraków. Przystojnym, charyzmatycznym, bogatym i dysponującym sporą władzą. Czego można chcieć więcej?
- Dziękuję – chłopak grzecznie się ukłonił i wyszedł, nie poświęcając mu ani jednego spojrzenia. Tom doszedł do wniosku, że być może był zbyt onieśmielony w pierwszy dzień. Zamierzał tu pozostać dość długo, więc będzie mieć jeszcze niejedną okazję do uwiedzenia swojego gosposia. Zaczął pisać kolejną wiadomość do Cindy, który uparcie nie odbierał od niego telefonów.
***
Kaser już od trzech dni nie widział się z Wojtkiem i trochę się martwił. Do tej pory szło mu doskonale, wszystko co sobie zaplanował osiągnął bez trudu. Narzeczony Mendozy był równie naiwny co śliczny. Tak łatwo dał się zmanipulować. Mężczyzna liczył na szybki finał. Już widział pod sobą rozpalone, chętne ciało Wojtka. Miał zamiar sfilmować cała akcję i wysłać Aleksowi z najlepszymi życzeniami z okazji zaręczyn. Ponieważ nie mógł się do niego dodzwonić postanowił zaczaić się pod bramą. Od Mirka wiedział o której zaczynają się wykłady. Zamiast na chłopaka trafił prosto na wściekłego Mendozę, który wychodził właśnie z domu po kolejnej sesji słodkich tortur. Na jego widok stanął jak wryty, po czym z cichym warkotem złapał go za gardło i przycisnął do muru.
- Ty przewrotny skurczybyku! Zaraz obedrę cię ze skóry! – kopnął go kolanem w brzuch. Mężczyzna nie pozostał mu dłużny, waląc go pięścią prosto w szczękę, aż zadzwoniły mu zęby.
- Wiesz jak niewiele brakowało, abym przeleciał jego mały tyłek?- uśmiechnął się do niego złośliwie Kaser.
- Chcesz zginąć?! - wrzasnął na niego Aleks, przewracając go na ziemię. Zaczęli okładać się bezlitośnie, turlając się po chodniku.  Starali się sprawić przeciwnikowi jak najwięcej bólu. Cała ta akcja nie trwała jednak długo, bo zainteresował się nimi przejeżdżający ulicą radiowóz. Policjanci nie chcieli słuchać żadnych tłumaczeń ani wykrętów. Zapakowali obydwu zakrwawionych mężczyzn do samochodu i zawieźli prosto na komisariat. Tam spisano protokół i za kaucją zostali wypuszczeni na wolność. Po Aleksa przyjechała pani Oliwia razem z wystraszonym Wojtkiem. Oboje załamali nad nim ręce. Zawieźli go do domu i zmusili do położenia się na łóżku, mimo jego gorących protestów. Kobieta natychmiast przyniosła dobrze zaopatrzoną apteczkę.
- Dlaczego wdałeś się z nim w bójkę zamiast wezwać ochronę? Po co my płacimy tym darmozjadom? – matka przycisnęła mu do twarzy tampon  nasączony wodą utlenioną. Nie była wcale delikatna i nie bawiła się w żadne sentymenty.
- Aj mamo – syknął Aleks – nie pastw się nad swoim biednym synem.
- Za głupotę należy się jakaś kara! – prychnęła, polewając obficie spirytusem rozcięty łuk brwiowy.
- Jesteś wiedźmą! – jęknął mężczyzna krzywiąc się z bólu.
- Może ja to skończę? – odezwał się dzielnie Wojtek, któremu w pierwszej chwili na widok krwi zrobiło się słabo. Nie mógł jednak pozwolić, by teściowa znęcała się nad jego kochaniem. Odebrał od niej stanowczo środki opatrunkowe. – Dam sobie radę – odparł, widząc jak waha się czy wyjść z pokoju. 
Aleks musiał przyznać, że narzeczony był bardzo delikatny. Opatrywał go ostrożnie i z wielkim wyczuciem, prawie nie sprawiając mu bólu. Najwięcej czasu poświęcił oczywiście zmaltretowanym ustom. Przykładał do nich kostki lodu, aż opuchlizna zaczęła się zmniejszać. Wreszcie pozbierał wszystkie akcesoria i uśmiechnął się słodko do mężczyzny.
- Dziękuję – wymamrotał Mendoza, któremu na ten widok zrobiło się ciepło w okolicy serca. Miał ochotę poprosić go, aby jeszcze trochę został, ale wiedział, że to nie jest dobry pomysł. Rany ranami, ale jego penis bynajmniej w tej walce nie ucierpiał i właśnie zaczynał się coraz bardziej interesować sytuacją, rozpychając się w jego spodniach.
- Odpoczywaj – nachylił się nad narzeczonym chcąc go pocałować w policzek. Napotkał jednak twarde spojrzenie czarnych oczu i natychmiast się wycofał robiąc bardzo żałosną minę. – Przepraszam – wyszeptał, a oczy napełniły się mu łzami. Umknął z pokoju nie chcąc robić z siebie widowiska. Wstyd mu było, że jest takim mazgajem.
***
Kaser prosto z komisariatu pojechał na ostry dyżur do szpitala, gdzie opatrzono mu wojenne rany i założono kilka malowniczych szwów na rękę. Po drodze wykupił jeszcze jakieś leki przeciwbólowe. Postękując wrócił do domu i zatrzymał się pod drzwiami do pokoju gosposia. Zapukał, ale nikt mu nie odpowiedział. Uchylił drzwi i usłyszał ciche posapywanie. Mireczek z suniętymi nieco spodniami siedział na fotelu, a na nim okrakiem jakiś drobny, nagi chłopak z głową odrzuconą do tyłu jęczał pożądliwie, kiedy penis kochanka raz po raz zagłębiał się w jego ciele. Byli tak zajęci sobą, że nawet go nie zauważyli. Humor Toma pogorszył się jeszcze bardziej. Zarumieniony gospoś z przymkniętymi oczami i twarzą wyrażającą czystą rozkosz wyglądał bardzo kusząco. Najwyraźniej bawił się o wiele lepiej od niego. Wrócił do swojej sypialni, wziął prysznic starając się nie zamoczyć opatrunków. Tak jak stał rzucił się na łóżko nawet się nie wycierając. Ręka zaczęła go piekielnie rwać. Wziął kilka tabletek i popił je wodą. Po chwili odpłynął w objęcia Morfeusza. Obudził się wczesnym rankiem, a wszystkie rany pulsowały tępym bólem. Sięgnął po ubranie, ale nie był w stanie sam go nałożyć.  Rozeźlony na swoją nieudolność zadzwonił po gosposia. Chłopak pojawił się po chwili obejmując szefa zatroskanym spojrzeniem.
- Może wezwać lekarza? – zapytał ostrożnie.
- Nie trzeba. Podaj mi leki, są na stoliku i pomóż się ubrać – mruknął do niego mężczyzna. Przygryzając dolną wargę usiadł i od razu połknął podane mu tabletki. Mirek uklęknął przed nim i zaczął wciągać mu spodnie. Niepoprawny Tom mimo paskudnego samopoczucia od razu wyobraził sobie go w podobnej sytuacji liżącego zapamiętale jego penisa i natychmiast się podniecił, co go trochę zaskoczyło. Nie miał pojęcia co go tak zaczęło kręcić w tym zwyczajnym dzieciaku. Zresztą teraz nie miał czasu na głupstwa. Za godzinę musiał być w biurze, co w jego stanie będzie niełatwym wyczynem.
- Posłuchaj, ja tu dam sobie radę, a ty nałóż na siebie jakiś garnitur. Musisz pojechać ze mną. Powiemy, że jesteś moim asystentem – mężczyzna odrzucił kołdrę na ziemię. Był ciekawy czy chłopak jakoś zareaguje na widok jego nagiego ciała. Niestety Mirek podał mu jeszcze tylko koszulę nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem. Wyszedł z miną tak obojętną, że Tom w duchu aż się spiął. Zaczął się poważnie zastanawiać, co się stało z jego czarem, który jak do tej pory nigdy go nie zawodził. Stanął i zerknął do lustra, czy może coś z nim nie tak. Wszystko jednak wyglądało jak zawsze. Ze szklanej tafli patrzył na niego wysoki, muskularny mężczyzna o ciele godnym dłuta antycznego mistrza. A może jego gospoś miał jakieś dziwne preferencje? Postanowił to przy najbliższej okazji sprawdzić.
Tymczasem Mirek brał właśnie długi, zimny prysznic. Niebacznie wrócił do sypialni szefa chcąc go zapytać, dokąd właściwie jadą i ile to potrwa. Włożył głowę w szparę w drzwiach i  zobaczył go stojącego przed zwierciadłem w adamowym stroju, wyginającego się ostrożnie na wszystkie strony.  Na chwilę przestał oddychać z wrażenia. Naprawdę było na co popatrzeć. Poczuł rumieńce na policzkach i szybko umknął do swojej sypialni. Całe szczęście, że zajęty sobą mężczyzna go nie widział. Trzęsąc się z zimna zaczął się energicznie wycierać, podskakując, to na jednej to na drugiej nodze. Ze wszystkich sił starał się wyrzucić z pamięci ekscytujący widok.
***
Mendoza z dnia na dzień czuł się coraz lepiej. Sińce zbladły, opuchlizna  zeszła i mógł się wreszcie poruszać bez krzywienia się jakby zjadł cytrynę. Zostały jeszcze tylko dwa dni do końca kary, a on z ledwością trzymał ręce przy sobie. Spędzał całe dnie w biurze, aż matka zaczęła się dziwić co on się nagle zrobił taki pracowity. Szóstego dnia przy śniadaniu nastąpiła katastrofa. Aleks był zupełnie rozluźniony i czuł, że właśnie wygrał ciężką batalię i dociera  wreszcie do mety. Siedzieli przy stole we dwójkę, bo matka odsypiała wczorajszą suto zakrapianą imprezę u jakiejś przyjaciółki. Naleśniczki z sosem truskawkowym były naprawdę wyśmienite. Mężczyzna był strasznym łasuchem. Z błogim uśmiechem pochłaniał placuszki za każdym razem wylizując widelec do czysta. Zajęty obżeraniem się przestał zwracać uwagę na Wojtka i to go właśnie zgubiło. W pewnym momencie zbyt mocno przechylił talerzyk i słodki, czerwony sos pociekł mu po brodzie. Usiłował zetrzeć go palcem, który potem włożył do buzi i zaczął ssać. Siedzący naprzeciwko chłopak jęknął głośno i wystrzelił jak z procy w ułamku sekundy pakując mu się na kolana. Zrobił to jednak zbyt gwałtownie i razem z krzesłem polecieli do tyłu lądując na podłodze.
- Co ty znowu wyprawiasz? – zapytał zaskoczony Aleks, ale zaraz umilkł, bo ciepły języczek zaczął lizać go łakomie po twarzy. Cindy siedział mu na biodrach i z wielkim zapałem czyścił go z lepkiej polewy wzdychając z zachwytu. A kiedy otarł się niecierpliwie o jego krocze popiskując błagalnie, mężczyzna dosłownie stanął w płomieniach. – O kurwa! – jęknął obezwładniony przez pożądanie.
- Aleks proszę – wyszeptał namiętnie, zatapiając się w jego ustach. Cały drżał od tłumionego przez tyle dni pragnienia. Każde najmniejsze włókienko w jego drobnym ciele chciało zaspokojenia tego głodu, który je tak długo, nieustannie trawił. Nie miał pojęcia co zrobi, jeśli narzeczony i tym razem go odtrąci, ale będzie to coś naprawdę strasznego. Ponownie, ale tym razem już zupełnie świadomie przycisnął swojego sztywniejącego członka do nabrzmiałego penisa leżącego pod nim mężczyzny. Zaskomlał ponaglająco wyginając się w łuk.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział 11


Przestraszony Kopciuszek czekał w łóżku na nieuchronną awanturę, która za chwilę miała się rozpętać. Przeżegnał się i poprosił o odpuszczenie grzechów wszystkie znane mu bóstwa. Siedział z zamkniętymi oczami dobre kilka minut, ale nic się nie stało. Ostrożnie uchylił powieki. Zobaczył Aleksa grzebiącego z zapałem w szafie.
- Ale tu bałagan, nie mogę znaleźć swoich jeansów – mruczał pod nosem, przekopując się przez stertę ciuchów. Wojtek usiadł i patrzył na jego manewry z niedowierzaniem. Jak w transie wyskoczył z łóżka zupełnie zapominając, że jest nagi. Minął zaskoczonego mężczyznę i prawie cały wlazł do środka. Nikogo tam nie było. Zmieszane ze sobą, zmięte ubrania leżały na dnie. Westchnął z ulgą, wziął głęboki oddech i z oszołomioną miną wypełznął z szafy. Spotkał się oko w oko z narzeczonym wpatrującym się w niego z niemym podziwem. Ciemne oczy powędrowały w dół, aż dotarły w okolice jego krocza. Chłopakowi zrobiło się gorąco. Zmieszany zasłonił się dłońmi.
- Może …ja...ee… - uciekł w popłochu do łazienki po drodze przytomnie łapiąc za telefon. Oparł się o drzwi i osunął na podłogę. Nadal trzęsły mu się ręce i nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Wykręcił numer Toma, który odebrał dopiero po dłuższej chwili.
- Wojtek? Wszystko w porządku, jak tam samopoczucie?
- Jak udało ci się uciec? Rano o mało nie zszedłem na zawał – wyszeptał Cindy.
- Nie doceniasz mnie kwiatuszku, w młodości nie byłem grzecznym chłopcem. Umiem otworzyć każdy zamek.
- Dlaczego mi nie dałeś znać?
- Spałeś tak słodko, że nie chciałem cię budzić – chłopak usłyszał rozbawiony głos mężczyzny. – Poza tym należała ci się mała nauczka za zostawienie mnie w tej szafie.
- Wojtek otwórz, dam ci ubranie i czysty ręcznik – Mendoza dobijał się do drzwi.
- Muszę już kończyć. Zapomnij o tym co się wydarzyło. Myślę też, że nie powinniśmy się widywać, wynikają z tego tylko same kłopoty.
- Ale … - Kopciuszek wyłączył komórkę i położył ją na szafkę. Otworzył drzwi i zabrał od narzeczonego swoje rzeczy.
- Może umyć ci plecki? – zapytał z nadzieją w głosie Mendoza, gdyby miał ogon to z pewnością by w tej chwili nim pomachał. Widok nagiego chłopaka nieźle go nakręcił.
- Poradzę sobie – Wojtek z powrotem przekręcił w zamku klucz. Musiał pomyśleć, a napalony Aleks tylko by mu w tym przeszkadzał. Napuścił wody do wanny i zanurzył się w pachnącej pianie po szyję. Przymknął oczy, a wyrzuty sumienia zaatakowały go ze zdwojoną siłą. Wczoraj przekroczył wszelkie dopuszczalne granice. Dał się obmacać prawie zupełnie nieznajomemu facetowi i mało brakowało, a nadstawiłby mu tyłka. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał, pomijając incydent w klubie. Wtedy był jednak pod wpływem narkotyków. Teraz nie miał nic na swoje usprawiedliwienie. Nie zasługiwał na kogoś takiego jak Aleks. Gangster miał swoje wady, ale dotychczas opiekował się nim najlepiej jak potrafił i był mu wierny, przynajmniej na to wyglądało. Tymczasem on zachował się jak suka w rui, która właśnie zerwała się z uwięzi. Czuł się okropnie i ból nadwyrężonych mięśni był niczym wobec tego, przez co przechodziła teraz jego dusza. Powinien z nim zerwać zanim złamie mu serce.Wstał i ubrał się powoli. Zastanawiał się jak o swojej decyzji poinformuje Mendozę. Już nigdy nie wtuli się w jego bezpieczne ramiona i nie posmakuje ust. Miał ochotę włożyć głowę pod wodę i trzymać ją tam, aż go trafi szlag.

***

Aleks od dwóch dni obserwował Wojtka i zachodził w głowę co jest grane. Właśnie wrócili do domu z podróży, a jego narzeczony zachowywał się jak zombie. Zwykle wesoły i rozgadany, teraz był dziwnie cichy i zamyślony. Nie odpowiadał na żadne zaczepki, nie dał się sprowokować głupimi żartami. Nawet chłopcy wyczuli, że coś jest nie w porządku i zerkali na niego zaniepokojeni. Mężczyzna dał mu trochę czasu na rozpakowanie się i ogarnięcie. Po godzinie ruszył do sypialni Kopciuszka. Gdy otworzył drzwi ten nawet nie drgnął. Siedział na łóżku ze spuszczoną głową, a walizki nadal stały pod ścianą. Tknięty złym przeczuciem usiadł obok i wziął go za rękę.
- Kochanie co się dzieje? Powiedz coś wreszcie – objął go w wąskiej talii i chciał przytulić, ale chłopak szarpnął się gwałtownie i odsunął się najdalej jak to było możliwe.
- Nie dotykaj mnie, nie zasługuję na to – szepnął drżącym z emocji głosem. – Jestem niczym i chyba powinienem ci to oddać – wyciągnął do niego dłoń z pierścionkiem.
- Spokojnie skarbie, nie może być aż tak źle – mężczyzna ponownie przysunął się do załamanego Cindi i pogłaskał go po plecach. – Opowiedz co cię gnębi i jakoś sobie z tym poradzimy.
- Wstydzę się, zachowałem się okropnie. Chyba to ja jestem, wbrew pozorom,  tym złym – zaczął cicho relacjonować minione wydarzenia nie pomijając żadnych szczegółów. Po bladej twarzy płynęły łzy. Wiedział, że to koniec. Taki dumny mężczyzna nigdy nie wybaczy mu tego co zrobił. Kiedy skończył położył pierścionek na kołdrze. – Weź go – wszeptał trzęsąc się cały od tłumionego szlochu. Aleks przez chwilę siedział bez słowa. Patrzył na swoją niemądrą, zapłakaną kruszynę, która wyglądała teraz niesamowicie żałośnie. Powinien go tak zostawić, żeby dać mu nauczkę. Nie miał jednak serca. Wziął go w ramiona i posadził sobie na kolanach.
- Posłuchaj, nie mam pojęcia jak dorosły facet może być tak naiwny jak przedszkolak. Tom to bardzo inteligentny, niesłychanie sprytny manipulator, a ty jesteś niesamowicie łatwą ofiarą. Mamy z Kerem na pieńku już od szkoły. Pół życia z nim rywalizowałem i wiem do czego jest zdolny. Nie miałeś żadnych szans – przytulił go do siebie. – Wpadłeś mu w oko i nadarzyła się doskonała okazja do zrobienia mi paskudnego kawału. Dałeś się wykiwać jak dzieciak. Trochę w tym mojej winy, nie powinienem cię zostawiać samego.
- Myślisz, że zrobił mi ten masaż, żeby mnie uwieść? – wymamrotał Cindy wprost w koszulę narzeczonego. – A to łajdak!
- To zimny sukinsyn, który zrobi wszystko, by się na mnie odegrać – skinął głową mężczyzna. – Jak ktoś ma doświadczenie i sprawne palce, to może sprawić, że nawet posąg rozłoży dla niego nogi. Co wcale nie znaczy, że nie poniesiesz kary za swoją głupotę.
- Naprawdę mi wybaczysz – Wojtek nieśmiało spojrzał mu w oczy. Był cały zapuchnięty od płaczu, a na rzęsach osadziły się ostatnie łzy. Wyglądał jak prawdziwa kupka nieszczęścia. Wyciągnął ręce, by objąć za szyję mężczyznę i go pocałować, ale ten stanowczo go odsunął i zrzucił z kolan.
- Dostajesz szlaban na wszelkie czułości – mruknął do niego Mendoza – na najbliższy tydzień. Poza tym masz być wyjątkowo grzeczny i przeżyć ten czas bez żadnej wpadki. Jak się dobrze spiszesz, to w piątek dostaniesz całusa albo dwa – pstryknął go w nos. – Trzymaj się z daleka od Toma, bo znowu wpakujesz się w tarapaty. Zajmij się lepiej rozpakowywaniem i włóż z powrotem pierścionek. Jeszcze go zgubisz, a wtedy każę ci go odpracować. – Pogroził mu od drzwi i wyszedł z pokoju.

***
Wojtek w o wiele lepszym nastroju i pełen nadziei na lepsze jutro pobiegł do łazienki. Obmył twarz zimną wodą i spojrzał na swoje zdewastowane oblicze. Nie mógł uwierzyć, że Aleks mu darował. Wiedział, że nadal jest na niego zły, ale go nie odtrącił. Miał ochotę krzyczeć z radości. Ma szanse na naprawienie wszystkiego co zepsuł. Od dzisiaj się naprawdę postara. Będzie wzorowym narzeczonym, zajmie się studiowaniem, nadrobi zaległości, których sporo się nazbierało, a sesja zbliżała się szybkimi krokami. Przestanie się wtrącać do wszystkiego i myśleć o głupstwach. 

Przez dwa dni był idealnym facetem, aż teściowa zaczęła się dopytywać czy wszystko z nim w porządku i nie potrzebuje czasami pomocy lekarza. Mendoza obserwował chłopaka i uśmiechał się rozbawiony, widząc jego wysiłeki, żeby mu się przypodobać.
Jeden tylko drobiazg ciągle nie dawał Wojtkowi spokoju, dlaczego to on ma ponieść konsekwencje, a Tomowi wszystko ujdzie na sucho? Omal przez niego nie rozstał się z Aleksem. Odsuwał od siebie te myśli jak potrafił najlepiej, ale one uparcie wracały. Po południu wyciągnął książki z zamiarem pouczenia się i rozłożył je na łóżku, niestety nic z tego nie wyszło. Jego serce łaknęło zemsty i dopóki jej nie dostanie nie zazna spokoju. Chcąc nad sobą zapanować postanowił przejść się po ogrodzie. Miał tam takie ulubione miejsce, gdzie często odpoczywał.  Przy samym płocie rosło ogromne drzewo. Prwaie codziennie wspinał się na nie i obserwował okolicę. Niewiele się zwykle działo, bo willa obok była niezamieszkana. Jakież było jego zdziwienie, kiedy ze swego stanowiska zobaczył cały legion krzątających się po sąsiedniej posesji ludzi. Jedni porządkowali zarośnięty ogród, inni malowali, sprzątali oraz wnosili meble. Najwyraźniej ktoś się wprowadzał. Nagle jedno z okien się otwarło i z przerażeniem zobaczył w nim uśmiechniętą, przystojną twarz Toma Kasera.
- O cholera! – wyrwało się Wojtkowi. Najwyraźniej ten palant postanowił się dalej bawić jego kosztem. Nie wiedział jednak, że on dostał już swoją lekcję i nie pozwoli na takie zagrania. Chłopak może był naiwny jak dziecko, ale potrafił uczyć się na błędach. Zauważył, że po jakimś czasie wszyscy wyszli i mężczyzna został sam. Ten fakt nasunął mu pewien pomysł. Nie tylko zemści się na Tomie, ale również na niewiernym przyjacielu, który już dwa razy go zawiódł i wydał w ręce wściekłego narzeczonego. Mireczek był do roli, którą mu wyznaczył wprost idealny, zarówno z wyglądu jak i z charakteru. Już niedługo Kaser dowie się co to piekło w domu. Postanowił kupić sobie porządną lornetkę, najlepiej taką, która działa również w nocy. Był ogromnie ciekawy jak długo tych dwóch samców alfa wytrzyma ze sobą, zanim się pozabijają. Nie ma na tym świecie niczego lepszego jak sąsiad dostarczający nam codziennie rozrywki, o wiele lepszej niż talk-show pokazywane w telewizji. Poza tym miał ich obu za zimnych, pozbawionych uczuć skurczybyków, którzy chyba nie zrobią sobie nawzajem wielkiej krzywdy. Znał dobrze Mireczka. Wiedział ile serc już rozdeptał swoim beztroskim zachowaniem i przeskakiwaniem z kwiatka na kwiatek. Wojtek gotów był się założyć z każdym, że Kaser należał do tej samej ligi.

***

Tak jak przeczuwał, wieczorem zadzwonił do niego Tom i poprosił o spotkanie. Umówili się na dziewiętnastą w pobliskiej kawiarni. Wojtek przed wyjściem poinformował panią Oliwię dokąd wychodzi, aby nikt się nie czepiał, że robi coś za plecami Aleksa. Gdy wszedł do zatłoczonej sali mężczyzna już na niego czekał. Z galanterią odsunął mu krzesło.
- Świetnie wyglądasz, więc wnioskuję, że wielkiej awantury nie było – zerknął się na chłopaka i podał mu menu.
- Ależ skąd – uśmiechnął się do niego słodko Cindy – mój narzeczony jest bardzo wyrozumiały i nie kłócimy się o takie głupstwa.
- Mendoza musiał strasznie się zmienić. Zawsze był narwanym zazdrośnikiem z byle powodu rzucającym się do bitki – popatrzył na niego podejrzliwie.
- Aleks jest kochanym misiaczkiem, nigdy by mnie nie skrzywdził – zaszczebiotał jak ogłupiała małolata, której mózg zlasowały setki obejrzanych romansów.
- Co proszę..? – Tom na to oświadczenie zakrztusił się kawą i Wojtek z rozmachem klepną go w plecy, tak, że zarył nosem w talerzyku z kremówkami.
- Ty wredny sukinsynu, wiedziałeś jaki niebezpieczny jest twój kumpel i wmanewrowałeś mnie w taką sytuację? Mógł mnie tam zabić, gdyby wpadł w gniew. O mało nie zniszczyłeś mojego związku. Aleks omija mnie teraz szerokim łukiem jak trędowatego. Już ja ci pokażę co to znaczy manipulować cudzymi uczuciami – szalał w myślach Cindy, uprzejmie podając mężczyźnie plik serwetek, aby mógł zetrzeć z twarzy krem. Kaser szybko doprowadził się do porządku i wygodnie rozparł na krześle.
- Chyba nie znasz swojego przyjaciela tak dobrze jak myślałeś – Wojtek zabrał się za konsumowanie ciastek, zlizując najpierw języczkiem bananowy lukier z wierzchu. Jego towarzysz tak się zapatrzył na jego manewry, że o mało nie doszło do ponownej katastrofy. Szybko położył filiżankę na stole mocno uderzając nią o spodeczek.
- Mam nadzieję, że będziemy często się widywać. Nikogo tutaj nie znam. Przez kilka dni będę zajęty, bo muszę sobie znaleźć jakąś gosposię, ale w poniedziałek mógłbyś mi pokazać miasto – podjął rozmowę Tom. Cindy musiał się powstrzymać, by nie podskoczyć na krześle z radości. Jego problem sam się rozwiązał.
- Nie wiem czy znajdę czas, ale może pomogę ci w sprawie gosposi – zaczął ostrożnie. - Popytam na uczelni, zawsze ktoś chętnie sobie dorobi.
- Wiesz, wolałbym żeby to był chłopak. Z kobietami zawsze jest kłopot, przeważnie w ciągu tygodnia zakochują się i robią się natrętne.
- Nie martw się, poślę ci kilku kandydatów. Na pewno ktoś przypadnie ci do gustu. Niestety muszę już wracać – Wojtek podniósł się z krzesła. – Nie musisz mnie odprowadzać, wezmę taksówkę, stoją pod hotelem. 
Chłopak dopiero kiedy usiadł w samochodzie rozwarł zaciśnięte mocno w pięści dłonie. Przez cały czas rozmowy miał ochotę udusić drania. W życiu nie spotkał równie bezczelnego faceta. Namieszał w jego życiu jak jakieś tornado, a dzisiaj z beztroskim uśmiechem prosił go o pomoc, doskonale wiedząc jak Mendoza by zareagował, gdyby zobaczył ich razem. Nie miał zamiaru spotkać się z nim sam na sam nigdy więcej. Pod tą aparycją uprzejmego dżentelmena krył się prawdziwy rekin, a on nie miał ochoty być jego kolacją i nadstawiać głowy.

***

Następnego dnia, jak tylko wszedł do budynku uczelni zobaczył tego niecnotę Mireczka, który na jego widok zrobił minę jakby miał ochotę zwiać. Wojtek jednak stał mu na drodze, więc tylko uśmiechnął się do niego niepewnie.
- Chyba się nie gniewasz za tamto – zaczął się usprawiedliwiać. – Wiesz jaki jest Aleks, nikt mu się nie postawi.
- Ty nie miałeś odwagi, ale doszedłeś do wniosku, że ja sobie śpiewająco poradzę co? Idiota! – warknął do niego Cindy. – Mogłeś go przynajmniej nie wpuszczać do mieszkania.
- Co ty nie powiesz?! Przez ciebie mam kłopoty. Moja gospodyni kazała mi się wyprowadzić do końca tygodnia. Nie chce mieć problemów z mafią. Gdzie ja się teraz podzieję co? - jęknął i złapał się za głowę.
- Yy…? Przepraszam – Cidy zrobiło się żal chłopaka. O tanie lokum w ciągu roku akademickiego było dość trudno. Złość na przyjaciela zaczęła mu przechodzić na widok jego żałosnej miny. – Coś wymyślimy – odłożył na bok swoje plany zemsty. W końcu znali się od tylu lat. Nie mógłby go świadomie wepchnąć w takie bagno. Poza tym wściekły Mendoza faktycznie nie był kimś, komu ktokolwiek chciałby stawić czoła. Chyba zbyt wiele wymagał od Mireczka. – Może poszukamy w ogłoszeniach? Ja gazety, ty internet. Ok?
- Z ciebie jednak to dobry kumpel, nie to co inni – poklepał go po ramieniu chłopak i cmoknął w policzek. Był jedyną osobą, której Cindy pozwalał na takie poufałości. Lubił jego towarzystwo i często przymykał oko na nieznośny charakter.
- Szczerze mówiąc jeszcze dziś rano miałem ochotę rozsmarować cię po chodniku. Snułem nawet plany zemsty, ale całkiem mi już przeszło. Mamy trochę czasu, więc na pewno sobie poradzimy – westchnął Cindy i zabrał się do pracy. Niestety ani w ten ani w następny dzień niczego nie osiągnęli. Wojtek już nawet zaczął się zastanawiać, czy nie poprosić o pomoc narzeczonego. Zdawał sobie jednak sprawę jak bardzo mężczyzna nie lubił Mireczka. Mógłby mu tylko zaszkodzić. Coraz bardziej martwił się całą sytuacją. Wiele w niej było jego winy.

***

W piątek Wojtek postanowił wciągnąć w całą sprawę panią Oliwię. Miała mnóstwo dobrze sytuowanych przyjaciół i znajomych. Porozmawiał z nią i obiecała mu pomóc. Jak na skrzydłach udał się do przyjaciela, chcąc mu oznajmić dobrą nowinę. Wpadł do jego pokoju z rozmachem i ze zdumieniem zauważył spakowane walizki.
- Kazała ci się wynosić już dzisiaj? A to wredna baba! – zagadnął Mirka, który zgarniał książki z półek do wielkiego, kartonowego pudła.
- Jak dobrze, że jesteś. Muszę ci coś powiedzieć – chłopak pociągnął go na łóżko, które było jedynym miejscem nie zarzuconym gratami.
- Ja też… - zaczął Cindy.
- Ale mnie pierwszy raz w życiu coś się udało - przerwał mu kumpel. - Muszę ci opowiedzieć, bo pęknę – aż podskakiwał z ekscytacji wymachując jakąś kopertą. – Wczoraj w internecie znalazłem ogłoszenie, że facet poszukuje gosposi. Koniecznie miał być to mężczyzna z dobrą znajomością angielskiego. Poszedłem tam i trzeba przyznać, że było wielu chętnych. Wyobraź sobie pokonałem ich wszystkich. Będą miał swój pokój z łazienką i niezłą pensję. Nie miał też nic przeciwko moim studiom, mają mi tylko nie przeszkadzać w wykonywaniu obowiązków. I co ty na to? Spisaliśmy od razu umowę. Zaczynam od jutra, więc dzisiaj muszę przewieź graty. Pomożesz? – złożył ręce w błagalnym geście.
- Możesz mi pokazać ten kontrakt? – wyszeptał Wojtek tknięty złym przeczuciem. Chłopak podał mu kopertę i z wypiekami na twarzy obserwował jego reakcję. Cieszył się jak dziecko, nigdy nie miał takiego farta. Cindy zerknął najpierw na podpis i dosłownie go zatkało. Snuł niecne plany przez kilka dni i teraz bóg go ukarał. – Niech to jasny szlag! Nie możesz tam iść! Zabraniam ci!

sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 10


Wojtek po powrocie ze stoku wziął prysznic i  z wdziękiem osiemdziesięciolatka poczłapał na kolację u boku Aleksa. Bolało go prawie wszystko począwszy od karku, przez plecy i nogi, które ledwie się chciały poruszać. Zastanawiał się jak długo potrwają jeszcze te tortury. Usiadł przy stoliku i niemrawo grzebał w talerzu nie patrząc nawet na siedzącego naprzeciwko mężczyznę.
- No dobra, skoro jesteś tak bardzo zmęczony to zostań w hotelu. Ja z chłopakami pójdziemy jeszcze pojeździć. Ale z ciebie mięczak – pokręcił głową Aleks. Doszedł do wniosku, że po powrocie do domu będzie musiał popracować nad kondycją Cindy. Jego towarzysz nie może być taką łamagą. Musi przestać się nad nim roztkliwiać i pogonić go twardo do roboty.
- Odwal się, jak chciałeś mistrza sportu to po jakie licho zaręczałeś się ze mną idioto – pokazał mu język Wojtek. – Mam nadzieję, że połamiecie tam nogi, a ja będę miał spokój na dłuższy czas. – Wykrzywił się brzydko do mężczyzny, czując jak zaczyna rwać go we wszystkich mięśniach. Ostatnio zaniedbał treningi na basenie i oto skutki.
- Nie bądź taki wredny, jak przyjdę to ci zrobię masaż i będziesz jak nowy – uśmiechnął się do niego pojednawczo Aleks po czym wstał i machnął ręką na chłopaków siedzących przy sąsiednim stoliku.
Wojtek został sam jak palec, a jego humor bardzo się pogorszył. Wredny Mendoza zostawił go samego zamiast zaopiekować się biednym kaleką. Nie zostanie żoną tego chama choćby nie wiem co, musi być jakiś sposób na wyplątanie się z tego małżeństwa. Gdyby nie te usta już by go tu dawno nie było. Szkoda, że  łajdak umie tak dobrze całować. Na myśl o gorących wargach mężczyzny i jego silnych ramionach poczuł ciasnotę w spodniach. Zjadł parę kęsów i poczuł jak robi mu się strasznie zimno. Kilka godzin na siarczystym mrozie zrobiło swoje.
- Mogę się przysiąść? – usłyszał za sobą niski głos Toma. – Widzę, że narzeczony niezbyt o ciebie dba. Trzęsiesz się, nie powinno cię tu być. – Skinął na kelnera. – Proszę przynieść temu panu podwójnego grzańca.
- Chcesz mnie upić i przelecieć? – zapytał chłopak zanim zdążył się zastanowić i zaczerwienił się cały pod rozbawionym spojrzeniem mężczyzny.
- Niezupełnie, powinieneś się rozgrzać i iść do łóżka jak chcesz jutro jako tako funkcjonować. Aleks to bałwan, nie powinien ci pozwolić tak nadwyrężać mięśni.
- Sporo tego – Wojtek spoglądał podejrzliwie na wielki kufel z parującym, aromatycznym napojem jaki postawił przed nim kelner. Nieufnie powąchał, a potem upił łyk i na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. – Wspaniałe, pierwszy raz tego próbuję. – Z zapałem przyssał się do naczynia, w którym po chwili widać było dno, a on poczuł jak dreszcze go opuszczają, a wino przyjemnie rozgrzewa go od środka. – Skuteczne. Dziękuję. – Spojrzał z wdzięcznością w jasne oczy Toma.
- Chodź, odprowadzę cię, bo coś mizernie wyglądasz – wyciągnął do chłopaka rękę, którą ten chętnie przyjął. Wstał z krzesła i jęknął opierając się na podanym ramieniu.
- Pomoc się przyda to fakt, po tym grzańcu trochę mi się kręci w głowie – Wojtek z trudem stał na nogach. Potknął się o dywan dywan i o mało nie wpadli razem na sąsiedni stolik. Tom, kiedy już złapali równowagę wziął go na ręce.
- Tak będzie o wiele szybciej i bezpieczniej dla nas obu. Powiedz tylko, gdzie mam cię zanieść – przytulił do swojego torsu zbolałą i lekko zawianą kruszynę. W ten sposób weszli do windy i wyjechali na piętro. Cindy było bardzo wygodnie w ciepłych ramionach, umościł więc się wygodniej i wcale nie miał zamiaru protestować. Skoro ten przystojny biznesmen chce go nosić, to proszę bardzo.
- Pokój 112 – podał klucz swojemu wybawcy. Weszli do środka, a mężczyzna położył go delikatnie na łóżku.
- Nie ruszaj się, zaraz wrócę, mam u siebie taką maść rozgrzewającą i przeciwbólową. Zrobię ci masaż – Tom zniknął, by po chwili powrócić ze sporą tubką jakiegoś ładnie pachnącego żelu. – Dobra, ściągnij koszulę oraz spodnie i obróć się na brzuch.
- No coś ty, Aleks by mnie zabił – Wojtek spojrzał na niego zmieszany, postękując popełzną do góry, by oparzeć się plecami na poduszce.
- Nie bądź głupi, kto mu o tym powie? Ruszaj się, naprawdę umiem robić niezły masaż relaksacyjny – Tom pomógł mu usiąść i delikatnie rozebrał do bokserek. Zgryzł mocno usta na widok zgrabnego, smukłego ciała chłopaka na którym widać było kilka sporych sińców. Musiał się wziąć w garść, aby go nie wystraszyć jakimś niepotrzebnym gestem. Poklepał wymownie miejsce obok siebie i chłopak o dziwo grzecznie posłuchał, chyba musiało go bardzo boleć. Miał na sobie już tylko czarne majty z czerwonym napisem: ,,Będziesz moim hydraulikiem?”.  Mężczyzna na ten widok nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem. Z przyjemnością by zdrenował tę małą pupę, obawiał się tylko, że porywczy właściciel skoczyłby mu do uzębienia.
- Z czego tak rżysz? – wymamrotał Wojtek z twarzą wciśniętą w poduszkę.
- Nic takiego, podoba mi się ten zapraszający napis na twoich pośladkach.
- Och, zupełnie o nim zapomniałem, ale ze mnie idiota – jęknął i zarumienił się ogniście. – Tylko nie pomyśl sobie czegoś dziwnego.
- Nie śmiałbym – odparł spokojnie Tom wpatrując się jak zaczarowany w ponętną pupę. Nabrał w dłonie żelu i zaczął powoli masować ramiona chłopaka, który z początku był bardzo spięty. Po chwili jednak rozluźnił się, poddając chłodnym dłoniom, które uśmierzały ból i sprawiały, że jego ciało rozgrzewało się coraz bardziej.  Mężczyzna przeszedł na wrażliwy kark, muskał go czubkami palców wzbudzając rozkoszne dreszcze. Nie miał zamiaru uświadamiać mruczącego coraz głośniej z przyjemności Wojtka, że właśnie funduje mu tajski masaż erotyczny. Zjeżdżał dłońmi coraz niżej i kiedy był już w pobliżu kości ogonowej zatrzymał się.
- Rozsuń nogi szerzej, teraz nimi się zajmę. Założę się, że tam masz największe zakwasy – zakomenderował Tom i złapał Cindy za łydkę.
- Ale wiesz, może już wystarczy? – pisnął chłopak, czując, że nie tylko jego plecy zostały rozgrzane. W jakiś  dziwny sposób całe to gorąco powędrowało prosto do jego penisa, który stwardniał na amen. Nie miał odwagi przyznać się do tego nowemu znajomemu, jeszcze by pomyślał, że jest jakimś niewyżytym zboczuchem. Przycisnął więc tylko mocno brzuch do materaca, mając nadzieję na szybkie zakończenie tego masażu.
- Jak się nie zajmę tymi mięśniami, to jutro nie będziesz mógł chodzić – uśmiechnął się pod nosem Tom, widząc jak niespokojnie wierci się jego ofiara. Chłopak wyglądał niesamowicie słodko i kusząco, cały zarumieniony i zawstydzony. Duże dłonie zaczęły sunąć teraz w górę ugniatając i rozluźniając mięśnie. Biedny Kopciuszek mimowolnie jęknął w poduszkę, mając ochotę strzelić sobie w łeb, w którym nadal porządnie mu wirowało. Gdy jednak zwinne palce dotarły do ładnie umięśnionych ud zaczął drżeć na całym ciele.
- Zimno ci biedaku? – zapytał troskliwie mężczyzna i podwoił wysiłki, przenosząc ręce na pośladki chłopaka. Masował je z wielkim zapałem i szerokim bananem na przystojnej twarzy. Wiedział doskonale, że śliczna kruszyna długo tego nie wytrzyma. Słyszał jak postękuje cicho usiłując stłumić dźwięki poduszką. – Och, nadal boli? Może to przez te bokserki? Powinieneś je ściągnąć, a ja cię nasmaruję żelem – Dobrze, że leżący na brzuchu Wojtek nie widział jego gorejących oczu. Zimne, niebieskie źrenice zamieniły się w dwa pełne pożądania wiry. Pociągnął majty w dół i aż westchnął, na widok dwóch krągłych, jasnych półkul. Musiał się opanować, bo jego dłonie zaczęły się trząść. Wziął kilka głębokich wdechów i po chwili się uspokoił. Zacisnął palce na wypiętym tyłku i zaczął go miarowo uciskać wcierając maść.
- Yy…Tom ..nie tak mocno – jęknął chłopak ochryple. Jego sztywny penis ocierał się o prześcieradło. Miał w głowie kompletny mętlik. Wino nadal szumiało, ciało drżało ekstatycznie dostarczając mu niesamowitych, zupełnie nowych doznań. Świat się skurczył do ciepłych rąk na jego pupie. Powoli, nieubłaganie napięcie narastało w nim by skumulować się w dole brzucha. - Aaa…! – krzyknął głośno zupełnie już się nie kontrolując. Mocny spazm spełnienia targnął chłopakiem, który wytrysnął obfitym strumieniem spermy i opadł bezsilnie na materac. Pierwszy raz doznał orgazmu z innych dłoni jak swoje. Zawstydzony swoim zachowaniem ukrył głowę pod poduszką.
- Wojtek, nic się nie stało, wiele osób tak reaguje – Tom pogłaskał go po plecach i nakrył kołdrą. Sam miał problem z twardą erekcją rozpychającą jego spodnie. Będzie musiał udać się pod prysznic i dokończyć dzieła. Nie lubił robić tego sam, chętnych nigdy mu nie brakowało.
- Mówisz tak tylko żeby mnie pocieszyć – pisnął spod poduchy Wojtek – jestem niewyżytym erotomanem. Pewnie jeszcze gorszym od Mendozy. Umrę tutaj ze wstydu, już nigdy nie spojrzę nikomu w oczy. W dodatku jestem zaręczony, a pozwoliłem ci na coś takiego. Nie mam pojęcia co mnie opętało.
- Grzaniec? – uśmiechnął się przekornie do chłopaka. - Nie przesadzaj, daleko ci do twojego narzeczonego. Lepiej będzie jak się nie dowie o tym drobnym incydencie. Ma dość gwałtowny charakter – poklepał go po pupie.
- Nie dotykaj mnie nigdy więcej – warknął Cindy.
- No proszę, a jak tak starałem się ci pomóc najlepiej jak umiałem – pokręcił głową coraz bardziej rozbawiony.
- Chyba za bardzo się starałeś – prychnął na niego Wojtek siadając na łóżku. Nagle z korytarza dobiegł ich głośny śmiech i kroki. To Aleks z chłopakami wracali ze stoku. – Cholera, schowaj się gdzieś, nie chcę tu awantur – wyszeptał zdenerwowany.
- Poradzę sobie z Mendozą – odparł spokojnie Tom.
- Nie strugaj mi tu bohatera, tylko spierdalaj do szafy – rzucił w mężczyznę poduszką i wskazał za siebie. – Powiem ci, kiedy będziesz mógł wyjść.
- No dobra - mężczyzna podniósł do góry ręce – robię to tylko dla ciebie.- Wpakował się do środka i zasunął za sobą drzwi. – W życiu bym nie pomyślał, że tak skończę.
- Zamknij wreszcie jadaczkę, idzie – Cindy przekręcił klucz w  drzwiach komodora. Położył się i zamknął oczy. Miał nadzieję, że Aleks nie zauważy wielkiej mokrej plamy na prześcieradle. Starał się oddychać miarowo, choć w środku cały dygotał. Nieczyste sumienie dawało o sobie znać. Usłyszał szum prysznica. Po kilku minutach łóżko ugięło się i poczuł nagie ciało narzeczonego obok siebie. Poczuł usta na swoim policzku.
- Mój biedaku, musiałeś być bardzo zmęczony. Chyba przesadziłem – usłyszał czuły głos Mendozy. – Jutro ci to wynagrodzę – pocałował go delikatnie w usta, a w chłopaku serce fiknęło koziołka. Z trudem powstrzymał się od rzucenia na Aleksa i zatopienia w jego ustach. Ramiona narzeczonego objęły go i przytuliły do szerokiego torsu. Było mu tak dobrze, przymknął oczy i natychmiast zasnął kompletnie zapominając o siedzącym w szafie Tomie.
Rano obudziło go słońce świecące mu prosto w oczy. Mendoza gdzieś zniknął. Poruszył się powoli, bojąc się bólu zakwaszonych mięśni. Ale na szczęście nic takiego się nie stało. Przeciągnął się jak kot i usiadł gwałtownie na łóżku. Gdzieś na samym dnie świadomości kołatała się jakaś niepokojąca myśl. Wiedział, że miał zrobić coś ważnego, ale nie mógł sobie przypomnieć co – zerknął na leżący na nocnym stoliku mały kluczyk i pamięć natychmiast mu wróciła.
- O kurwa – jęknął łapiąc się za głowę. Za chwilę rozpęta się tornado. Aleks wyszedł właśnie z łazienki w samym ręczniku okręconym wokół bioder i skierował się do szafy. Przerażony Wojtek nie mógł zebrać myśli. – Gdzie się tak śpieszysz? Myślałem, że się trochę poprzytulamy – wypalił znienacka. Mendoza na takie oświadczenie swojego zazwyczaj nieśmiałego narzeczonego otwarł usta nie wiedząc co powiedzieć. Dosłownie go zamurowało.
- Wojtek, może ja poślę po lekarza, bo ty chyba masz wysoką gorączkę – powiedział niepewnie, patrząc na ciemne rumieńce na jego twarzy. – Przepraszam, że wczoraj tak cię wymęczyłem. Zaopiekuję się tobą kochanie. – Pogładził go po ramieniu. - Połóż się i niczym nie martw.
- Idź i przynieś mi jakiś Apap albo Panadol – uśmiechnął się do niego słabo Cindy i dopiero jak skończył to mówić, uświadomił sobie jaką popełnił gafę. Przecież Mendoza nie mógł wyjść goły, a ubrania były w szafie. Ze strachu pobladł jak ściana i osunął się na poduszkę.
- Co ci jest? – Mężczyzna usiadł obok niego i ujął jego drżącą rękę.
- Chyba trochę mi słabo – wyjąkał Kopciuszek, zastanawiając się jak wybrnąć z tej niefortunnej sytuacji. – Wiesz w łazience zostawiłem chyba opakowanie leków na przeziębienie. Czy mógłbyś ich poszukać?
- Oczywiście skarbie – Aleks wstał i szarpnął za drzwi komodora. – Najpierw się jednak ubiorę. Nie chcę świecić gołym tyłkiem jak przyjdzie lekarz. Dlaczego to u licha jest zamknięte?
- Och, przepraszam – wyszeptał Wojtek - to moja wina. Zamknąłem i klucz przez przypadek wpadł mi do ubikacji.
- Nie przejmuj się, zaraz temu zaradzimy – Mendoza kopnął w szafę i usłyszeli cichy zgrzyt puszczającego zamka.
- Panie Boże jak mnie teraz nie uratujesz, to nie będziesz się miał już nad kim znęcać i robić mu kawałów – jęknął w duszy załamany Cindy. – Chociaż raz mógłbyś wykazać się jakimś cudem. Pojadę do Częstochowy jak mi pomożesz – targował się zawzięcie i zamknął oczy w oczekiwaniu na nieunikniony cios.

piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 9


W tym czasie, kiedy Wojtek spał sobie smacznie w wannie, wściekły Aleks szukał go po całym mieście. Mamrotał do siebie niecenzuralne wyrazy i poprzysiągł, że tym razem chłopakowi się nie upiecze. Nie tylko z powodu durnej zazdrości zniszczył imprezę charytatywną, ale jeszcze zachował się jak przedszkolak i uciekł, zamiast przeprosić panią domu za głupi kawał. Postanowił go wychować skoro ta zwariowana rodzina nie zrobiła tego do tej pory. Dopiero koło dziewiątej rano nadeszło oświecenie. Przypomniał sobie tego niecnotę Mirka, który zawsze wspierał Cindy w najgłupszych pomysłach. Zawrócił samochód i pojechał prosto do jego mieszkania. Zapukał do drzwi, nadal trzymając w ręce nieszczęsny but, który na schodach zgubił Kopciuszek.
Mirek zerwał się z łóżka i aż zbladł, gdy przez wziernik zobaczył Mendozę. Nie miał ochoty na użeranie się z rozjuszonym mężczyzną.
- Chwileczkę, muszę się ubrać – pisnął cienko i pogalopował do łazienki. Brutalnie obudził Wojtka szarpiąc go za nos. – Wstawaj i uciekaj, bo twoja nemezis już u bram – wrzasnął mu do ucha. Spanikowany Cindy wyskoczył z wanny, ubrał jedynego buta jakiego miał i rzucił się w kierunku balkonu, a stamtąd po piorunochronie zszedł piętro niżej, wprost do szkoły baletowej, gdzie właśnie odbywała się lekcja. Dziewczęta miały mieć próbę generalną do przedstawienia. Poubierane w barwne indyjskie sari wyglądały jak stado egzotycznych motyli. Twarze i włosy miały pozasłaniane. Widać im było tylko podkreślone czarną kredka oczy. Spod długich sukienek wystawały bose stopy.
- Ratunku, ukryjcie mnie błagam was – krzyknął Kopciuszek, wskakując przez okno i lądując pośrodku wystraszonych tancerek. Przez chwilę mu się przyglądały zaskoczone. Zaraz się jednak zreflektowały i obstąpiły dookoła. – Pomóżcie, goni mnie wściekły książę. Potem wam wszystko wytłumaczę – rzucił się przed nimi na kolana. Potargany, z niewinnymi błękitnymi oczętami nie wyglądał na włamywacza. Słodki pyszczek i złożone jak do modlitwy ręce szybko zmiękczyły ich czułe serduszka.
- No dobra mały – odezwała się najodważniejsza. – Problem w tym, że nie ma cię gdzie schować. Chyba, że…. – zamyśliła się na chwilę. Potem wzięła z ławki wieszak z pokrowcem. – To są ciuchy naszej chorej koleżanki, przebieraj się migiem. – Wepchnęła go do maleńkiej, ciasnej szatni. Wojtek ubrał się w ekspresowym tempie w sari. Rozpuścił jeszcze długie, kasztanowe loki i był gotowy. Gdy wyszedł popatrzyły na niego z zazdrością i podziwem.
- Może być? – zapytał zmieszany ich natarczywym wzrokiem.
- O tak, z całą pewnością. Tylko jeszcze cię umalujemy i możesz zostać żoną jakiegoś maharadży – roześmiała się jedna z tancerek i zaczęła robić mu makijaż. Gdy tylko skończyła zakrył włosy i twarz welonem, tak, że widać było tylko błękitne oczy. – Musisz je trzymać spuszczone, są bardzo charakterystyczne i może cię po nich rozpoznać – doradzała, widząc jak lekko trzęsą mu się ręce. Dziewczęta usiadły rządkiem na krzesełkach, czekając na swoją nauczycielkę.

Mendoza wpuszczony przez Mirka dokładnie przeszukał jego mieszkanie i znalazł koszulę Wojtka. Pogroził chłopakowi, że rozprawi się z nim później i wezwał swoich ludzi, którzy obstawili kamienicę. Wyjrzał przez okno i zobaczył piętro niżej spory taras. Uśmiechnął się domyślnie i wyszedł na korytarz kierując się prosto do szkoły baletowej. Pod drzwiami spotkał szczupłą kobietę z włosami upiętymi w ciasny koczek. Wytłumaczył jej kogo szuka i razem weszli do środka. Za nimi wcisnęło się dwóch jego ludzi. Jeden stanął pod oknem a drugi w progu, blokując przejście.
- Panienki – kobieta klasnęła w ręce – podobno ukrywacie tu jakiegoś zbiega. – Rozejrzała się po sali rozbawiona i natychmiast odkryła gościa. Był dobrze zamaskowany, ale ona świetnie znała wszystkie tancerki. Prowadziła je od przedszkola. Ciekawa była jak ten wielkolud poradzi sobie z zagadką.
Aleks zajrzał najpierw do szatni i łazienki, ale szybko się zorientował, że tam Cindy nie miałby się gdzie ukryć. Stanął przed tancerkami, które jak na komendę pospuszczały oczy na swoje kolana utrudniając mu zadanie. Złośliwe dziewuchy były nie do odróżnienia w tych strojach. Chichotały cicho, szepcząc między sobą.
- No panie Mendoza – odezwała się ponownie nauczycielka – w jaki sposób ma pan zamiar znaleźć swoją księżniczkę?
- Zna pani bajkę o Kopciuszku? – zapytała mężczyzna wymachując przed nią butem. – Nie sądzę, żeby któraś z  dziewcząt miała numer 42. Wyciągać nóżki do przodu, książę Aleks przystępuje do dzieła – mężczyzna uklęknął i zaczął po kolei mierzyć pantofel. Noga ostatniej panienki mocno drżała. Złapał ją za kostkę, miała dość duża stopę. Próbowała się wyrwać, ale Mendoza jej na to nie pozwolił. Włożył bucik, który pasował jak ulał.
- No mały draniu, szykuj się na lanie – warknął mężczyzna i wziął za rękę przestraszonego Wojtka, który próbował się wyrwać.
- Puszczaj, to napaść! – pisnął, dał nura pod ramieniem Aleksa i chciał wybiec z sali. Niestety drogę zagrodził mu Krzych. – Zjeżdżaj, bo ci już nigdy w życiu kawy nie zrobię!
- Oh, szkoda, ale szef by mnie zabił – odezwał się najwyraźniej zmartwiony gangster. Tymczasem Mendoza podszedł z tyłu do uciekiniera, podniósł go do góry i przerzucił sobie przez ramię. Ukłonił się uprzejmie roześmianym tancerkom i zaniósł swoją miotającą przekleństwa ofiarę do samochodu. Gdy tylko dojechali do domu wziął Cindy na ręce i wszedł do holu. Niestety trafił prosto na zdenerwowaną panią Oliwię, która na ich widok założyła ręce na piersiach i stanęła w postawie bojowej.
- Może wytłumaczycie mi co wyprawialiście na tym balu. Od rana wprost urywają się telefony. Wysłuchałam już tylu skarg i pretensji, że straciłam rachubę.
- Zaczekaj na chwilę, wszystko ci opowiem, ale pozwól, że najpierw zajmę się sprawcą tego zamieszania – mężczyzna przycisnął mocno coraz bardziej przestraszonego Wojtka do swojej piersi.
- A właściwie to co on ma na sobie?- Kobieta dopiero teraz przyjrzała się Cindy, który ogromnie się zmieszał i ukrył twarz na ramieniu Aleksa. Chciał zniknąć. Najlepiej zaraz, zanim teściowa dobierze mu się do skóry.
- Mnie się podoba, nie będę nawet musiał zdzierać z niego spodni, żeby mu przylać. Musisz poczekać na swoją kolejkę – skinął matce głową i pomaszerował do swojej sypialni. Usiadł na fotelu z Wojtkiem na kolanach. Położył go w poprzek ud na brzuchu i zadarł do góry kieckę. Szarpnął w dół bokserki i odsłonił jasne pośladki.
- Ee…? Żartujesz z tym laniem prawda? – kwiknął żałośnie Kopciuszek i zarumienił mocno, gdy uświadomił sobie w jakiej właśnie pozycji się znajduje.
- Wcale nie – odezwał się groźnie mężczyzna i wymierzył mu solidnego klapsa.
- Ajjaj…- zapiszczał chłopak i zaczął się wiercić, usiłując umknąć przed jego dłonią. Mendoza tym razem nie miał zamiaru nabrać się na jego psie miny. Z dziką satysfakcją i wielką przyjemnością sprał mu tyłek na kwaśnie jabłko. Puścił go dopiero, kiedy biedna pupa była już cała czerwona, a Cindy miał w oczach łzy.
- Nienawidzę cię – jęknął Wojtek podnosząc się do pionu. Skrzywił się z bólu, bo pośladki strasznie go piekły.  Aleks jednak zatrzymał go i posadził na kolanach.
- Wiem skarbie, wiem – pocałował w nos naburmuszonego chłopaka i delikatnie zaczął ścierać wierzchem dłoni jego łzy. – Jesteś strasznie samowolną istotką, musisz nauczyć się mnie słuchać. Może przyjść dzień, że od tego będzie zależeć twoje życie – przytulił opierającego się narzeczonego do swojego torsu. – Jutro wyjeżdżamy na narty i mam nadzieję, że będziesz grzeczny – westchnął i połaskotał go nosem po szyi. Wojtek skorzystał z chwili nieuwagi Mendozy. Udało mu się uwolnić z jego ramion i natychmiast umknął.
- Chciałbyś – mruknął, kiedy był już w drzwiach, odwrócił się i pokazał mężczyźnie koniuszek różowego języka.
***
Następnego dnia po południu siedzieli już w samolocie do Austrii. Oczywiście Krzychu i Zbych polecieli z nimi. Wojtek był w doskonałym humorze, bo udało mu się uniknąć konfrontacji z Panią Oliwią. Miał nadzieję, że jak wróci to kobiecie przejdzie złość i jakoś uda się mu ją udobruchać. Aleks usiadł pod oknem i od razu zamknął oczy. Nie spał całą noc, więc bardzo szybko zasnął. Z drugiej strony drzemał jakiś elegancki biznesmen. Ubrany w nienaganny garnitur jasnowłosy mężczyzna wydawał się wysoki i dobrze zbudowany. Chłopak poczuł się przy nim jak prawdziwy Kopciuszek w swojej sportowej koszulce i wytartych jeansach. Znudzony się przyglądał się nieznajomemu. Zafascynowały go zmysłowo wykrojone, pełne usta i piękny grecki profil. Zagapił się tak bardzo, że kiedy samolot nieco drgnął kubek z colą wypadł mu z ręki i zawartość wylała się na koszulę sąsiada.
- Co za niezdara – mężczyzna otworzył piwne oczy i zlustrował go chłodno.
- Przepraszam – zarumienił się Cindy, zły na siebie za swoją niezdarność. – Proszę – podał mu paczkę chusteczek higienicznych. Gdy ich dłonie się zetknęły, mężczyzna poczuł niespodziewanie przyjemny dreszcz. Spojrzał na zmieszanego dzieciaka, który pod jego wzrokiem jeszcze bardziej się zaczerwienił. Tom widział już niejednego pięknego mężczyznę, ale w tym nieznajomym zdecydowanie było coś więcej. Samo patrzenie na niego sprawiało ogromną przyjemność. Miał delikatną, niewinną buzię na której emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Zaciekawiło go co taki słodziak robi w towarzystwie starego drania Mendozy. W życiu by nie pomyślał, że ta kruszyna może być w typie tego gangstera.
- Daj poradzę sobie – wziął od niego chusteczki. – Nie martw się, mam więcej niż jedną koszulę –uśmiechnął się pojednawczo. – Jestem Tom Kaser.
- Wojtek Piekiełko – odezwał się nieśmiało. – Jestem pechowcem i ciągle przydarzają mi się takie głupie wpadki – wskazał na jego ubranie.
- Dokąd jedziecie?
- Temu draniowi zachciało się pojeździć na nartach – wskazał na Aleksa. – Nie mam tylko pojęcia do czego ja mu jestem potrzebny. W życiu nie miałem desek na nogach – jęknął Wojtek i uśmiechnął się promiennie do mężczyzny, któremu na ten widok drgnęło dawno skamieniałe serce. Tak naprawdę Tom lata temu już zapomniał, że coś takiego tłucze się jeszcze w jego piersi. – Cieszę się, że nie jesteś na mnie zły. W takim razie…- Cindy sięgnął po koc znajdujący się na górnej półce. Mężczyzna go jednak uprzedził. Nie tylko ściągnął pled, ale także go nim okrył. Gdy nachylił się nad chłopakiem poczuł upajający zapach jego ciała i musiał zapanować nad sobą ze wszystkich sił żeby nie zrobić czegoś głupiego. Postanowił zrobić sobie małą przerwę w pracy i zrelaksować przez weekend. Kto wie może nawet będzie jeździł na nartach. Zerknął na drzemiącego Wojtka i urocze rumieńce na jego policzkach. Chłopak spał w najlepsze nie mając pojęcia jakie niespokojne myśli kłębią się w głowie jego sąsiada.
***
Po południu naburmuszony Wojtek stał na ośnieżonym stoku i z przerażeniem spoglądał w dół. To była tak zwana ośla łączka, gdzie kilkoro dzieci i paru dorosłych uczyło się jeździć na nartach. Cały ranek próbował wybić z głowy narzeczonemu ten pomysł, ale on za nic w świecie nie chciał ustąpić.
- Aleks wiesz, ta góra wygląda zbyt górzyście – Cindy złapał kurczowo mężczyznę w pasie i nie miał zamiaru puścić.
- Nie bądź tchórzem, to świetna zabawa – starał się odczepić od siebie ręce chłopaka. – Zrób tak jak ci pokazywałem – wreszcie udało mu się uwolnić od małego kleszcza. Pchnął go lekko, a ten z przeraźliwym piskiem ruszył do przodu. Jak tylko zorientował się, że przyśpiesza coraz bardziej zamknął oczy i wylądował oczywiście w najbliższej zaspie tłukąc sobie boleśnie tyłek. Tak zaczęła się jego drogą przez mękę. Przez dwie godziny Aleks musztrował go starając nauczyć chociaż podstaw. Niestety Cindy miał dwie lewe nogi i jedyne co zyskał to zestaw malowniczych siniaków nawet w najbardziej niedostępnych miejscach. W końcu udało mu się wyrównać rachunki. W ostatniej chwili jak mijał Aleksa złapał go za nogę i razem sturlali się na dół. Zatrzymali się w dość dziwnej pozycji – mężczyzna na plecach z ugiętymi, szeroko rozłożonymi nogami, a między nimi wylądował Wojtek z nosem w jego kroczu. Potarł policzkiem o umięśnione udo chcąc się pozbyć oblepiającego go białego puchu. Usłyszał ciche sapnięcie i silne dłonie złapały go za ramiona.
- No, no, Mendoza – ktoś zatrzymał się obok nich. – Wiedziałem, że z ciebie perwers, ale żeby na śniegu? – Chłopak poznał ten melodyjny głos, to był na pewno mężczyzna z samolotu.
- Kaser draniu – Aleks podniósł się do pionu. – Myślałem, że mieszkasz w Kanadzie.
- Taa racja, ale może się przeprowadzę – odrzekł powoli, patrząc na apetyczne rumieńce na twarzy Wojtka. Chłopak był wyraźnie zawstydzony i nie śmiał mu spojrzeć w oczy. Zaskoczony Tom zaczął się w tym momencie zastanawiać kim on właściwie jest dla gangstera. Wyglądał strasznie młodo i niewinnie. Ktoś taki na pewno by się nie zgodził na bycie seks zabawką . Czyżby Aleks jeszcze nie zdążył dobrać mu się do spodni? Nie mógł w to uwierzyć, a z jego obserwacji tak właśnie wynikało. Doszedł do wniosku, że warto będzie podenerwować Mendozę i poznać bliżej tą uroczą kruszynę. Wyciągnął rękę i pomógł wstać Cindy.
- Chodź, bo jeszcze się przeziębisz – odezwał się do aksamitnym, miękkim głosem nie spuszczając niego wzroku.