środa, 9 stycznia 2013

Rozdział 8


Aleks w końcu się ocknął z letargu i spojrzał groźnie na czkającego ze śmiechu Wojtka. Okręcił się prześcieradłem i dumnym krokiem wymaszerował do łazienki. Od razu wszedł pod prysznic zgarniając po drodze wszelkie żele do mycia jakie wpadły mu w oczy. Szorował swoje krocze z wielkim zapałem klnąc jak szewc. Po półgodzinie poddał się jednak, bo skóra zrobiła się czerwona i zaczęła go mocno piec. Osuszył się ręcznikiem i stanął przed lustrem. Fryzjerka nieźle znała się na rzeczy i nie tylko przystrzygała włosy łonowe w postrzępioną, dziko stojącą czuprynkę, ale też zrobiła mu pasemka we wszystkich kolorach tęczy. Mocne barwy dosłownie mieniły się w oczach, przyciągając natychmiast wzrok do jego krocza. Niestety pod wpływem szorowania nie zbladły ani trochę.
- Kurwa – mężczyzna wziął do ręki maszynkę do golenia. Niemiłosiernie się krzywiąc zaczął pozbywać się paskudnej fryzurki. – Aa…! – kwiknął kiedy obsunęła się mu dłoń i golarka przejechała po wrażliwej skórze. – Zabiję te cholerne wiedźmy! Już ja im pokażę co to znaczy zadzierać z Mendozą. – Gdy tylko skończył ubrał się i wyszedł z łazienki w naprawdę paskudnym humorze. 
Tymczasem Cindy stał na środku sypialni z rękami założonymi na piersiach i intensywnie nad czymś myślał. Spojrzał na mężczyznę spode łba i pchnął go na fotel.
- Aleks, jesteś moim narzeczonym prawda? – zapytał niesamowicie spokojnym, chłodnym tonem i usiadł mu na kolanach.
- A co? Tak nagle sobie o tym przypomniałeś? – zapytał podejrzliwie z niepokojem patrząc na dziwny nastrój chłopaka.
- W takim razie należysz do mnie i nikt nie ma prawa tam cię dotykać. Kto to zrobił? – ujął podbródek mężczyzny i spojrzał mu prosto w oczy. Jego wzrok był tak zimny, że mógłby zawstydzić Królową Śniegu.
- Ee… Wojtek, ty chyba nie jesteś zazdrosny co? – Mendoza czuł się coraz bardziej nieswojo. Cindy nigdy się tak nie zachowywał. – Naprawdę nie masz powodu, to tylko twoje durne siostry zrobiły mi kawał.
- Co takiego?! – powiedział chłopak prawie szeptem, w którym tym razem dało się wyczuć narastającą furię. – Muszę wyjść – poderwał się z kolan mężczyzny.
- Chwila, a ty gdzie? – Aleks pognał za nim, mając niejasne przeczucie, że planuje zrobić coś naprawdę głupiego. Tymczasem Kopciuszek z nieodgadnionym wyrazem twarzy wszedł do salonu, postawił fotel obok kominka i ściągnął ze ściany wielki, średniowieczny topór, który pani Oliwia kupiła na jakiejś aukcji ze starociami. Zarzucił go sobie na ramię i aż się ugiął pod ciężarem. Wsiadł do samochodu, a Mendoza w ostatniej chwili wcisnął się na siedzenie pasażera. Chłopak zachowywał się tak, jakby go nie widział. Ruszył z piskiem opon, wgniatając mężczyznę w  fotel. Jechał jak rasowy pirat drogowy skracając drogę poprzez skwerki i ścieżki. Zawracał na środku skrzyżowań. Cud, że nie natknęli się na żaden patrol. Aleks już na samym początku zapiął pasy i zamknął oczy. Kiedy w końcu samochód się zatrzymał był odrobinę zielony na twarzy. Stali przed małym, jednorodzinnym domkiem. Cindy, nie czekając na niego wszedł do środka. Przy okrągłym dębowym stole siedziały siostry chłopaka oraz jakaś trzeci elegancka kobieta i popijały kawkę. Na białym, haftowanym obrusie leżała strzelba do usypiania zwierząt.
- A więc to wasza sprawka! Ośmieliłyście się zmacać mojego narzeczonego i naruszyć moją własność! – rzucił Wojtek z zimną furią w głosie.
- Kurczę Olga, nasza niespodzianka się chyba nie spodobała – zwróciła się szeptem do siostry Magda.
- Jeszcze raz ośmielicie się dotknąć Aleksa, to wam łapy poodcinam! – Cindy z trudem podniósł do góry ogromny topór, zamachnął się omal nie przewracając do tyłu i przeciął strzelbę na pół razem ze stołem. Broń opadła w dół, wbijając się w podłogę. Kobiety odskoczyły gwałtownie razem z krzesłami. Mendoza stał z otwartymi ze zdumienia ustami nie mogąc uwierzyć w to co zobaczył. Myślał, że jego rodzina jest zwariowana, ale to, co się tutaj działo zupełnie go przerosło. Normalne baby, to by pomdlały albo przynajmniej podniosły wrzask, a te wiedźmy tutaj jedynie mrugały oczami.
- Wojtusiu – podjęła ugodowo Magda.
- Milczeć! – Krzyknął wściekły Kopciuszek, chwycił mężczyznę za ramię i ruszył do samochodu. Rzucił mu kluczyki trzęsącą się ręką. Gdy wrócili do domu zastali w salonie Panią Oliwię stojącą przed kominkiem i ze zdumieniem wpatrującą się w puste miejsce na ścianie.
- Chłopcy, wiecie coś o tym? Chyba nie sprezentowałeś nikomu mojego ulubionego topora? – rzuciła groźnie do syna. Wojtek ukrył się przezornie za jego plecami, nie chcąc narażać się teściowej.
- Nie martw się, jeszcze dzisiaj wróci na miejsce – Pociągnął małego za sobą. Tym razem to Kopciuszek wpakował się za nim do sypialni. Usiadł mu na kolanach z bardzo zmieszaną miną. Wyglądał jak mały, zagubiony szczeniaczek. Miął w rękach rąbek koszuli nie śmiejąc się odezwać.
- Ja.. ja chciałem cię przeprosić za moje siostry – wyjąkał cichutko do jego ucha. – To chyba bolało – zerknął zarumieniony na jego krocze. Obrócił się do niego przodem i objął zaskoczonego mężczyznę za szyję. Przysunął różowe wargi i delikatnie go pocałował. Wyczuł smak kawy, czekolady i jakiegoś dobrego wina. Usta Aleksa okazały się niespodziewanie miękkie i aksamitne w dotyku. Zapragnął je poznać dokładniej. Obwiódł ich kontury językiem i nacisnął nim na dolną wargę. Gdy rozchyliły się zachęcająco, sapnął i ostrożnie włożył do środka sam koniuszek. Zrobiło mu się gorąco. Nieświadomie przywarł całym sobą do torsu narzeczonego, który bał się nawet drgnąć, aby go nie spłoszyć. Zacisnął tylko kurczowo ręce na oparciach fotela. Wojtek z westchnieniem wsunął się w to kuszące wilgotne ciepło, jakby chcąc sprawdzić czy tam wewnątrz jest równie przyjemnie. Wplótł palce w czarne włosy mężczyzny, nie pozwalając mu na żaden ruch. Zaczął badać policzki i podniebienie gładząc je pieszczotliwie językiem. Wreszcie napotkał mieszkańca tego miejsca rozkoszy, który ochoczo wyszedł mu naprzeciw. Trącił go, zachęcając do zabawy. Powtórzył jego ruch z początku nieśmiało i ostrożnie, potem coraz odważniej, splótł się z nim w pełnym pasji tańcu namiętności. Kopciuszek zorientował się z zażenowaniem, że w spodniach robi mu się coraz ciaśniej, co z pewnością przez cienki materiał musiał poczuć jego partner. Chcąc się odsunąć podniósł się do góry i przypadkowo otarł nabrzmiewającym członkiem o umięśnione udo. Doznanie było tak przyjemne, że z jego ust wyrwał się głośny jęk. Zawstydzony i czerwony po same korzonki włosów chciał uciec, ale Aleks mu na to nie pozwolił. Objął go w smukłej talii i przytulił do siebie.
- Spokojnie, przecież nic ci nie zrobię. To bardzo słodkie, że wystarczył jeden pocałunek, abyś tak zareagował. Już dobrze i wcale się na ciebie nie gniewam. Twoimi siostrami sam się zajmę, już ja coś wymyślę by odechciało im się głupich żartów – mężczyzna łagodnie głaskał go po głowie. Cindy siedział cichutko jak myszka nadal lekko drżąc. Reakcja jego ciała na tego mężczyznę nieco go oszołomiła. Był jedyną osobą przy której kompletnie się zapominał.
***

Następnego dnia Pani Oliwia wyprowadziła obu panów z równowagi oznajmiając im, że muszą wieczorem iść za nią na bal dobroczynny , ponieważ ona ma właśnie migrenę, a odmówić nie wypada, bo pieniądze idą na szczytny cel. Klnąc zgodnie i pomstując wbili się w garnitury i pojechali we wskazane miejsce. W drzwiach witał gości jasnowłosy, ulizany syn gospodyni o imieniu Antoni, któremu na widok Mendozy oczy dosłownie się zaświeciły. Przywitał się z nim wyjątkowo wylewnie, mocno ściskając jego dłoń i przytrzymując o wiele dłużej niż należało. Wojtka całkowicie zignorował jakby był niewidzialny. Nie spodobał się chłopakowi od pierwszego wejrzenia. Reszta wieczoru upływała w podobnym tonie. Blondasek dwoił się i troił wokół Mendozy, który jego zabiegi przyjmował ze stoickim spokojem. Co chwilę miał do niego jakąś ważną sprawę, musiał zapytać o coś i tak dalej, i dalej. Najgorsze było to, że co chwilę go dotykał niby przypadkowo. Strzepywał z jego marynarki nieistniejące pyłki. Jednym słowem zachowywał się jak wyjątkowo natrętny komar znęcony słodkim zapachem krwi. Cindy z całych sił starał się być grzecznym i uprzejmym, ale w środku cały się trząsł z wściekłości. Tym bardziej, że narzeczony zamiast odpalić tego wymoczka zdawał się nie zauważać jego zabiegów.
W centralnym miejscu sali, na podwyższeniu, stała ogromna kryształowa waza napełniona jakimś różowym płynem. Zaproszeni goście spoglądali na nią z ciekawością. Wojtek, który pierwszy raz widział coś takiego też nie był wyjątkiem.
- Co to jest? – zapytał szeptem Aleksa.
- To poncz. Tylko rodzina Antoniego umie go przyrządzać. Mają jakąś starą recepturę, którą sobie od wieków przekazują. Jest naprawdę wyśmienity i zawsze stanowi atrakcję wieczoru. Za chwilę będziesz miał okazję go spróbować. Zatańczysz ze mną walca piękna księżniczko? – mężczyzna uśmiechnął się do niego, chcąc oderwać go od ponurych myśli i poprawić humor. - Nigdzie nie odchodź, przyjdę po ciebie jak tylko zabrzmi muzyka. 
Cindy stał spokojnie przez chwilę, ale szybko mu się znudziło. Zwrócił uwagę na otwarte drzwi na taras. Wyszedł z dusznej sali prosto w rozgwieżdżoną letnią noc. Kwiaty z pobliskiego ogrodu pachniały upajająco, słychać było brzęczenie nocnych owadów. Na kamiennej barierce siedziała ogromna , brązowa ropucha i patrzyła na Wojtka pięknymi, złotymi oczami.
- Wyszłaś na kolację – chłopak bez obrzydzenia wziął ją do ręki i dotknął palcem  pokrytego brodawkami łepka. – Nie pachniesz zbyt dobrze – pokręcił nosem. Z sali rozległy się pierwsze takty walca i chłopak zupełnie zapominając o trzymanej w ręce żabie wszedł do środka. Stanął w pobliżu wazy, rozglądając się za Mendozą. Miał wielką ochotę znowu znaleźć się w jego ramionach, ale w życiu by mu się do tego nie przyznał. Czekał niecierpliwe przytupując nogą. Wreszcie zobaczył swojego księcia, szedł z szerokim uśmiechem na przystojnej twarzy. Wiele głów zarówno kobiecych jak i męskich odwracało się za nim mierząc pożądliwymi spojrzeniami jego atletyczną sylwetkę. Gdy był już prawie na miejscu zastąpił mu drogę Antoni, objął w pasie i porwał do tańca. Zaskoczony  Aleks nie chcąc się szamotać z porywaczem i robić z siebie widowiska zaczął z nim wirować. Matka nigdy by mu nie darowała, gdyby narozrabiał na balu u jej przyjaciółki. Wojtek jednak wcale nie miał takich obiekcji. Na widok takiej bezczelności zagrała w nim szalona krew całych pokoleń Piekiełków.  Zacisnął dłonie chcąc się jakoś opanować, poczuł w jednej coś lepkiego i bardzo śmierdzącego.
 – Reggrrr… - ropucha wydała z siebie pełen oburzenia skrzek. Zobaczył jak blondasek patrzy na niego tryumfalnie, przywierając do torsu jego narzeczonego. Niewiele myśląc ukłonił mu się szyderczo i podniósł do góry rękę, prezentując wszystkim  żabę z której kapał cuchnący śluz. Ze złośliwym uśmiechem wrzucił ją do wazy z ponczem, który natychmiast zmienił barwę na brunatną.
- Nieee…! – wrzasnął przerażony Antoni, wyrywając się z ramion Mendozy. Było już niestety za późno. Smrodu jaki buchnął w tym momencie nie dało się z niczym porównać. Sala napełniła się paskudnym odorem, a goście w popłochu zaczęli umykać do ogrodu krzywiąc się z obrzydzenia i przepychając w drzwiach tarasu. Muzyka umilkła i po chwili na parkiecie nie było już nikogo.
- Natychmiast się zatrzymaj mały draniu! – Wojtek usłyszał za sobą wściekły wrzask Aleksa. Przezornie czmychnął głównym wyjściem. Ścigający go mężczyzna stanął na szczycie schodów i wyciągnął komórkę, by zawiadomić swoich ludzi. Cindy był wtedy na ostatnim stopniu odwrócił się, ściągnął buta i rzucił w niego, wytracając mu z ręki telefon, który poszybował w gęste, kolczaste krzaki. Chłopak wskoczył boso do stojącej przed domem taksówki i znikł z oczu przeklinającego narzeczonego.
- Co za diabeł! I co ja teraz powiem matce? – jęknął Mendoza. – Cholerny Kopciuszek, nawet buta udało mu się zgubić. Zupełnie jak w bajce. Ciekawe, gdzie ten tchórz pojechał. Niech ja go dopadnę!
***
Cindy, który nie spodziewał się wywołania aż takiego zamieszania zastanawiał się właśnie, gdzie mógłby się ukryć. Widział twarz wkurzonego Mendozy i nie miał zamiaru narażać się na jego zemstę. Postanowił przeczekać kilka dni i zadzwonić do niego jak opadną emocję. Prawdę mówiąc jeszcze bardziej bał się reakcji pani Oliwii na wieść o kompletnym zrujnowaniu balu jej przyjaciółki. Do głowy przyszedł mu jedynie Mirek. Co prawda było już po północy, ale studenci rzadko chodzili wcześnie spać. Kazał taksówkarzowi zatrzymać się przed swoim starym mieszkaniem. Zapukał do drzwi. Otworzył mu nieco potargany kumpel w rozpiętej do pasa koszuli.
- Wojtek? Co ty tu robisz o tej porze? – zamrugał zaskoczony oczami.
- Potrzebuję kwatery na kilka dni – bezceremonialnie przecisnął się pod jego ramieniem i wszedł do środka.
- Nie mogę, mam gościa – tłumaczył Mirek, starając się zasłonić sobą skopaną pościel.
- Nie przeszkadzajcie sobie, mogę spać w wannie – Wojtek zdarł z ukrywającego się w łóżku, piszczącego golasa koc, wyrwał spod jego głowy poduszkę i pomaszerował do łazienki. – Bawcie się dobrze - pomachał do nieznajomego, całego czerwonego na twarzy chłopaka – jakby co, to ostatnio widziałeś mnie na uczelni - rzucił do zbaraniałego nieco Mirka i zamknął się w pomieszczeniu.



wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 7


Rozdział pisany na lekkim kacu, więc nie spodziewajcie się niczego mądrego. Specjalne podziękowania dla Niebieskiej, która jest moim najlepsiejszym Wenem.

Zdenerwowany Wojtek wszedł do sali wykładowej ściskając swoją pracę. Profesor Obmacki siedział za biurkiem w eleganckim garniturze i szeroko się uśmiechnął na jego widok. Od dawna miał ochotę zawrzeć z chłopakiem bliższą znajomość, ale ten mu się zawsze jakoś wymykał. Ostatnio zaczął o siebie więcej dbać i zrobił się z niego naprawdę niezły kąsek. Mężczyzna nie miał zamiaru przepuścić takiej okazji. Niepokój jaki widział w oczach studenta był mu bardzo na rękę. Wziął od niego teczkę i zaczął przeglądać. Wojtek stanął po drugiej stronie szerokiego mebla, w bezpiecznej odległości. Nauczyciel miał paskudną opinię wśród uczniów. Chodziły plotki, że podnosił oceny za pewne usługi. Cindy jednak nie mógł w to uwierzyć, gdyby Obamckiego złapano na czymś takim wyleciałby z hukiem z uczelni. Mężczyzna wstał i oparł się o blat.
- Podejdź bliżej, spójrz na tą kwestię – skinął na chłopaka ręką. Wojtek nie miał wyjścia i stanął obok. Profesor natychmiast przysunął się tak, że ich uda się stykały. Zmieszany Cindy poczerwieniał i chciał się wycofać. Wtedy wykładowca złapał go za ramię i obrócił tak, że usiadł na biurku, a on stanął między jego rozchylonymi nogami.
- Cco pan robi? – wyjąkał przestraszony chłopak. Nie wiedział jak się zachować. Z jednej strony miał ochotę uszkodzić starego drania, a z drugiej nie chciał robić przedstawienia i bał się, że Mendoza czai się gdzieś za rogiem. – Pproszę przestać, jestem zaręczony – podniósł do góry rękę z pierścionkiem.
- O widzę, że narzeczony ma niezły gust – położył ręce na ramionach chłopaka i niebezpiecznie zbliżył do niego twarz. – Tym bardziej powinieneś się zabawić zanim cię zakajdankują, to znaczy zaobrączkują – z pożądliwym uśmiechem przycisnął go do biurka, aby się nie mógł ruszyć. Złapał go za tył głowy i wpił się w jego usta, brutalnie wdzierając się do środka. Wojtka w pierwszym momencie dosłownie sparaliżowało z obrzydzenia , a potem zacisnął zęby z całych sił na jego języku i poczuł smak krwi. Już miał zamiar zasadzić mu solidnego kopa kolanem, gdy do sali wpadło metr dziewięćdziesiąt czystej furii i złapało Obmackiego za pasek od spodni. Potem wielka pięść wylądowała na jego przerażonej twarzy łamiąc mu nos i szczękę. Rozległo się ciche chrupnięcie i profesor opadł bezwładnie na posadzkę.
- Zabiłeś go? – pisnął wystraszony Cindy.
- No coś ty, ale dobry chirurg mu się na pewno przyda - wyszczerzył się do niego Mendoza.
- Nie mogłeś delikatniej jakoś? – złapał się za głowę chłopak widząc zakrwawioną twarz mężczyzny.
- Proszę, proszę – wziął się pod boki Aleks – to mówi ktoś, kto o mało nie odgryzł mu języka. – Zbliżył się do narzeczonego i zlustrował go uważnie. Widział jak blade są jego policzki, a drobne pięści mocno zaciśnięte. – Wszystko w porządku? Zrobił ci coś?
- Nie zdążył – wyszeptał Cindy i oparł głowę o jego pierś. Aleks przytulił go do siebie i łagodnie gładził po napiętych plecach. – Już dobrze, nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. – Stali tak przez chwilę, a chłopak powoli przestawał się trząść.
Drzwi za ich plecami ostrożnie się uchyliły i do środka wsunęła się najpierw głowa Mirka, a za nią kilka innych. Na widok leżącego na ziemi Obmackiego wydali okrzyki zgrozy.
- Może wezwać karetkę – zapytał niepewnie jeden ze studentów, patrząc z obawą na potężną sylwetkę Mendozy.
......................................................................................................

Po powrocie do domu Wojtek chciał zamknąć się w swojej sypialni, ale Aleks mu na to nie pozwolił. Wpakował się za nim i rozwalił na jego łóżku łypiąc na niego groźnie. Przez cała drogę milczeli, natomiast w ich głowach dosłownie się kotłowało. Cindy nie mógł uwierzyć w to co się wydarzyło. Był zły na siebie za swoją naiwność, a także na Mendozę za jego porywczość i zrobienie awantury na całą uczelnię, która na pewno będzie miała jeszcze szereg nieprzyjemnych konsekwencji. Natomiast Aleks powarkiwał do siebie cicho za każdym razem, gdy przypomniał sobie scenę, którą zobaczył po wejściu na salę wykładową. Miał wielką ochotę wlać Wojtkowi, który stał nad nim z naburmuszoną miną.
- Wynoś się stąd gorylu jeden! Zapisz się na ćwiczenia z medytacji. Wstydu mi narobiłeś. Naucz się panować nad tymi pierwotnymi odruchami – rzucił mu poduszką prosto w twarz.
- Ty mały głupolu – osiemdziesiąt kilo napiętych ze złości mięśni stanęło przed Kopciuszkiem – gdybym tam nie wszedł, ten stary zbok by cię zgwałcił!
- Pierdolisz, dałbym sobie radę – Cindy buńczucznie zadarł do góry mały nos i napuszył się jak kogut.
- Taa… pewnie, zagryzłbyś go na śmierć – prychnął na niego wściekły Mendoza. Jego oczy dosłownie płonęły, przewiercając pyskatego krasnoludka, który stał przed nim na wylot. Cud, że nie wypaliły w nim dziur.
- Oczywiście, lepiej go było zmasakrować! Za chwilę pewnie przyjadą po nas policjanci i wsadzą do pierdla. Mam tylko nadzieję, że nie dostaniemy wspólnej celi – czerwony na twarzy Cindy wydął dolną wargę i nadepnął na nogę niespodziewającemu się takiego ataku Mendozie. Ten złapał go w tali, mając zamiar przełożyć go przez kolano i sprać na kwaśne jabłko. Jednak w tym momencie, coś się zmieniło. Mężczyzna spojrzał na zarumienione z gniewu policzki chłopaka oraz rozchylone usta, w których dało się zauważyć końcówkę różowego języka i poczuł jak fala pożądania przetacza się przez jego ciało. Ten zadziorny dzieciak działał na niego jak nikt inny. Oszałamiał jego zmysły jak egzotyczny kwiat.
- Co się tak gapisz? – burknęło maleństwo, przyglądając mu się podejrzliwie.
- Wojtek, chyba nie ma sensu żebyśmy skakali sobie do oczu z powodu tego dziada – głos Aleksa stał się aksamitny i niższy o kilka tonów.
- A kto zaczął? – Cindy wiercił się w jego uścisku próbując się uwolnić. Zaczął czuć się coraz bardziej niepewnie. Zrobiło mu się dziwnie gorąco.
- Daj spokój, kończymy – mężczyzna uśmiechnął się jak Wilk do Czerwonego Kapturka. Pochylił się i delikatnie musnął jego usta swoimi. – Może małe macanko na zgodę? – wyszeptał mu do ucha.
- Właśnie zacząłem myśleć, że są w tobie jakieś ludzie uczucia ty paskudny erotomanie! Seks uprawia się z kimś kogo się naprawdę lubi! – rozjuszył się od nowa Wojtek.
- Co ty nastolatka jesteś, żeby na swego księcia czekać? Seks to prosta przyjemność i świetnie poprawia samopoczucie, więc jak bę… – nie dokończył bo dostał z liścia w twarz, a jego narzeczony zniknął w łazience i zamknął się tam na klucz. – Co znowu powiedziałem nie tak? - jęknął trzymając się za policzek. Chwilę jeszcze postał, mając nadzieję, że zbuntowany Cindy wreszcie wyjdzie. W końcu udał się do salonu, gdzie poppłudniami trzy kobiety popijały herbatkę i zawzięcie plotkowały. Widząc marsową minę Mendozy  i wiele mówiący ślad na jego policzku umilkły.
- Aleks, co się stało? – złapała go za rękę pani Oliwia i zmusiła, aby usiadł obok niej na kanapie.
- Jak to co, ten mały drań jest moim narzeczonym prawda? – burknął Aleks.
- I…?
- Dlaczego więc znowu pójdę dziś do łóżka sam i nawet buzi nie dostałem?!
- Czy ty próbowałeś go do czegoś zmusić? – zapytała chłodno matka.
- Ty też przeciwko mnie?! – zerwał się na równe nogi mężczyzna. – Wziąłem sobie tylko jednego całusa i znowu dostałem w pysk! – zdenerwowany wyszedł z salonu nie żegnając się nawet z gośćmi.
- Wychowałam prostaka i idiotę – jęknęła pani Oliwia.
- Zdaje się, że trzeba mu trochę dopomóc z zrozumieniu kilku rzeczy – odezwała się zamyślona Olga.
- Ja mam nawet pomysł – rzuciła Maga, bawiąc się nożem do papieru i zerkając na siostrę wymownie.
…………………………………………………………

Siostry Piekiełko nie miały zamiaru pozwolić Aleksowi traktować w ten sposób ich małego braciszka. Dwie rozdrażnione wilczyce już w drodze do domu ułożyły szczegółowy plan. Mendoza ośmielił się skrzywdzić ich szczeniaczka i poniesie konsekwencje. Obdzwoniły znajomych i wyczyściły fuzję dziadka do usypiania koni. Po godzinie dwudziestej drugiej wyruszyły na polowanie. Wiedziały, że mężczyzna często wraca do domu z pobliskiego baru przez gęsto zadrzewiony skwer. Tam się zaczaiły. Gdyby je ktoś teraz widział, nie odważyłby się do nich zagadać. Wyglądały jak dzikie wadery na polowaniu. Oczy kobiet lśniły w ciemnościach, powarkiwały cicho do siebie bacznie rozglądając się dookoła. Wreszcie wypatrzyły swoją ofiarę i uśmiechnęły się do siebie wrednie. Magda namierzyła cel i trafiła bez problemu. Aleks z głuchym łoskotem upadł na ziemię. 
Zasnął prawie natychmiast. Nie miał pojęcia co się stało. Jego przebudzenie nie należało do najprzyjemniejszych. Z trudem otwierał ciężkie powieki, a w głowie nadal mu wirowało. Był w jakiejś starej szopie oświetlonej jedną małą żarówką. Z zaskoczeniem stwierdził, że leży na fotelu ginekologicznym w samej tylko koszuli, nagi od pasa w dół. Ręce, talię i uda miał przywiązane szerokimi skórzanymi pasami. Nogi uniesione do góry i maksymalnie rozsunięte na boki. Strategiczne miejsce miał przykryte zieloną, chirurgiczną chustą. Zaczął się szarpać, ale więzy trzymały bardzo mocno.
- Co tu się do cholery dzieje?! – wrzasnął, aż zatrzęsły się drewniane ściany.
- O widzę, że już się pan obudził, więc możemy chyba zaczynać – Wysoka kobieta, ubrana w lekarski kitel z maską na twarzy, zajrzała mu w oczy.
- Kim pani jest?! – krzyknął mężczyzna czując się coraz bardziej nieswojo.
- Nie drzyj tego przystojnego ryjka – poklepała go z lekceważącym uśmieszkiem po policzku – zapłacono mi za wykastrowanie ciebie. Nie martw się, to nie będzie bolało… za bardzo. Musiałeś być bardzo niegrzecznym chłopcem.
- Żartuje pani, prawda? – zapytał już o wiele słabszym i cichszym głosem.
- Wcale nie – odezwała się Magda, która właśnie weszła do szopy z tacą pełną narzędzi chirurgicznych. Było tam wszystko czego potrzeba do przeprowadzenia zabiegu. Szczególnie niesamowicie ostre skalpele przyciągały wzrok. Ich ostrza błyszczały z daleka.
- Oszalałyście zupełnie, przecież chciałyście być ciotkami! – pisnął Mendoza i zaczął się szarpać z całych sił.
- Zmieniłyśmy zdanie. Nasz braciszek już kilka razy płakał przez ciebie, nie zasługujesz na niego. Znajdziemy mu nowego narzeczonego frajerze.
- Po co się kłócisz z tą gnidą – warknęła Olga niosąca strzykawki napełnione jakimś płynem. – Pani Lucynko do roboty!
- Jak tylko stąd wyjdę pozabijam was za to! Aaa... – kwiknął Mendoza, usiłując uciec biodrami z rąk pochylającej się ad nim lekarki.
- Kochasiu, jak będziesz się tak wiercił, to zostaną ci brzydkie blizny – wzięła największą strzykawkę z grubą igłą i wbiła mu bezceremonialnie w udo. - Żegnaj, szkoda takiego sprzętu – zajrzała pod chustę - jak się obudzisz będziesz lżejszy o parę deko – zachichotała złowieszczo, a stojące obok kobiety zawtórowały jej z grobowymi minami. Wzięła do ręki skalpel i zatrzymała się jakby zastanawiając się, gdzie dokonać nacięcia.
- Nie…!! – zawył Aleks.  Nie doczekał się niestety na decyzję chirurga, bo zrobił się blady jak ściana i po raz pierwszy w życiu zemdlał ze strachu. Dziewczyny widząc jak potężny gangster zasłabł, zaczęły śmiać się otwarcie i pogratulowały sobie pomysłu.
- Ma biedak słabe nerwy – pokiwała głową Olga. - Może nie wytrzymać naszej niespodzianki.
- Mam nadzieję, że nie przekaże tego genu naszemu bratankowi. – Stwierdziła rozsądnie Magda. – Ciekawe czy nasze dzieło spodoba się Cindy – wyszczerzyła do siostry ząbki.
.................................................................................................

Aleks obudził się rano z okropnym bólem głowy. Usiadł na łóżku pojękując rozdzierająco. Potarł skronie, a wspomnienia zaczęły napływać jeżąc mu włosy na karku. Rozejrzał się po pokoju i sięgnął po szklankę z wodą.
Cindy, zaalarmowany okrzykami dochodzącymi z sypialni narzeczonego, wszedł do środka i przyjrzał się uważnie mężczyźnie. Był jakiś niewyraźny i miał podkrążone oczy.
- Zabalowało się co? Czy ty czasem nie za dużo pijesz? – zapytał Kopciuszek, szukając na stoliku tabletek przeciwbólowych. Wrzucił jedną do kubka.
- Wiesz, miałem straszny sen. W życiu się tak nie bałem – Aleks jednym haustem wypił musujący napój. Poczuł, że coś go strasznie swędzi. Zaczął się wiercić niespokojnie, bo matka zawsze go uczyła, że przy ludziach tam się drapać nie wolno.
- Co ci jest? – Wojtek zdziwiony jego zachowaniem nie spuszczał go z oczu.
- Nic takiego. Przepraszam, ale muszę to zrobić – Mężczyzna podniósł kołdrę, spojrzał na swój skarb i oniemiał. Siedział tak przez co najmniej minutę. Wyglądał, jakby zamienił się w posąg. Wpatrywał się z niedowierzaniem w swoje krocze. Przestraszony nie na żarty Kopciuszek podszedł do niego i zaczął nim potrząsać, ale nie odpowiadał. Złapał więc za brzeg nakrycia i zdarł go z narzeczonego jednym ruchem. To co tam zobaczył najpierw wprawiło go w osłupienie, a potem w napad takiej głupawki, że zaczął się turlać po dywanie ze śmiechu.

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 6


   Siostry Piekiełko przybyły do willi Mendozów w porze śniadania zaproszone przez panią Oliwię. Miały nadzieję, że zobaczą swojego małego braciszka. Były ciekawe jak sprawuje się jego narzeczony. Kobiety siedziały w salonie i plotkowały zawzięcie. Czas upływał im bardzo szybko na wymianie co smakowitszych informacji na temat krakowskiej socjety. W końcu Magda zerknęła na zabytkowy zegar z kukułką i pokręciła z niedowierzaniem głową. Była już dziesiąta a panów ani śladu.
- Może coś im się stało? – zapytała, kręcąc się niespokojnie na stołku.
- Późno wczoraj wrócili, ale możemy sprawdzić. Idziemy – zakomenderowała i ruszyła na górę. Obie dziewczyny z poważnymi minami poszły za nią, szepcąc miedzy sobą. Pani Mendoza kilkakrotnie zapukała do drzwi, ale nikt jej nie odpowiadał. Nacisnęła więc klamkę i weszła do środka, a za nią siostry.
- O cholera! – pisnęła pani Oliwia i zakryła oczy.
- O tak, cholera! – powtórzyła za nią Magda.
- Ja pierdolę! – krzyknęła jeszcze głośniej Olga, kompletnie wypadając z roli damy.
***
   Kopciuszek spał w najlepsze i miał naprawdę wspaniałe sny. Piękny książę, w różanym ogrodzie, na kolanach wyznawał mu swoją miłość, pośród tysięcy pachnących upojnie kwiatów. Podekscytowany chwycił go za rękę, pogłaskał ją delikatnie, a potem ściskał coraz mocniej, potrząsając od czasu do czasu.
- Aaa… - jęknął Aleks i otworzył oczy. Cindy nadal trzymał go za penisa, a on był znowu taki twardy, że mógłby wbijać gwoździe. Postanowił obudzić niepoprawnego imprezowicza, który zafundował mu całonocną erekcję. – Wojtek wstawaj – ugryzł go w ucho.
- Szefie? – chłopak z trudem otworzył ciężkie powieki. Do jego mózgu zaczęło powoli docierać, że leży w łóżku razem z Mendozą i trzyma w dłoni coś bardzo gorącego i lepkiego. Zerknął w dół i oniemiał ze zgrozy. Cała jego ręka i pościel dookoła poplamiona była spermą, a wielki członek narzeczonego był najwyraźniej w pozycji bojowej i sączył kolejne, białe krople. Zmieszany i bezgranicznie zawstydzony chłopak puścił swoją udręczoną ofiarę i zrobił się tak czerwony, jakby zaraz miał pęknąć. Ten właśnie moment wybrały sobie kobiety na wtargnięcie do ich sypialni. Obaj panowie słysząc ich dzikie wrzaski zgodnie, jednym ruchem nakryli się na głowy kołdrą.
- Co wy tutaj do cholery robicie?! – Spod przykrycia rozległ się stłumiony okrzyk Aleksa, którego twarz była w równie ognistym kolorze co buzia Wojtka. W odpowiedzi usłyszeli tylko stukot obcasów i trzask zamykających się drzwi.
***
Trzy kobiety przepychając się nawzajem wypadły na korytarz. Wszystkie miały błyszczące oczy i zarumienione policzki.  Zbiegły na dół po schodach do holu, spojrzały po sobie i zaczęły chichotać jak szalone.
- Wyglądało na to, że mieli pracowitą noc – udało się wykrztusić Oldze między jednym parsknięciem, a drugim.  
- To może w końcu doczekam się jakiegoś wnuka – westchnęła rozmarzona Oliwia.
- W takim razie musimy zająć się ślubem – dorzuciła rozsądna jak zwykle Magda.  
***
W sypialni w pierwszej chwili nastała cisza. Obaj mężczyźni mieli nadzieję, że to co ich przed chwilą spotkało było wyjątkowo zwariowanym sen. Mendoza obrócił się na bok i przytulił do ciepłych pleców chłopaka. Wsunął nos w jego włosy i cicho westchnął , gdy doszedł go kuszący zapach rozgrzanego ciała.Wojtek wierzgnął i  kwiknął jak przydeptana mysz, kiedy sączący członek Aleksa, oczywiście przypadkowo otarł się o jego pośladki. Wyskoczył z łóżka jak z procy i pognał do łazienki.
- Ładnie to zostawiać człowieka w takim stanie? – rzucił za nim Mendoza. – Też mi narzeczony – mruknął i zajął się swoim palącym problemem.
***
   Resztę dnia Aleks spędził w biurze grzebiąc niemrawo w papierach. Wojtek dał mu tej nocy nieźle popalić. Nie miał siły nawet warczeć na swoich podwładnych. Chodzili wokół niego na palcach, rzucając zaskoczone spojrzenia. Heniek i Krzych przez cały czas plątali się pod gabinetem nie spuszczając go z oczu. Wreszcie Mendoza, gdzieś późnym popołudniem nie wytrzymał i otworzył drzwi.
- Czego tak się kręcicie i wdychacie jak pensjonarki? – burknął i rzucił do nich gazetą. – Do roboty byście się lepiej jakiejś wzięli!     
- Ale szefie przecież już piąta, zaraz zamykamy – odezwał się rozsądnie Heniek na wszelki wypadek schodząc z pola rażenia.
- Może pójdziemy na piwo? – zaproponował znienacka Krzych, mimo, że kumpel kopał go rozpaczliwie po łydce, usiłując odwieść od głupiego pomysłu.
- Racja – przytaknął Mendoza – co nam innego pozostało? – dodał smętnie. – Chodźmy utopić smutki w butelce. – Ruszył do drzwi, a za nim z niepewnymi minami dwaj gangsterzy. Już po kwadransie siedzieli w znajomym barze i popijali złocistego Żywca ze sporych kufli. Znali się od wielu lat i zawsze dzielili swoimi troskami. Tym razem tematem przewodnim byli ich obecni partnerzy i ich paskudne charaktery. Po wlaniu w siebie sporej ilości piwa języki im się całkowicie rozwiązały.
- Krysia nadal jest na mnie zła i to wszystko przez ciebie – Heniek wbił oskarżycielskie spojrzenie w Mendozę.
- Kkup jej coś ładnego. Kkobiety llubią świecidełka – wymamrotał niewyraźnie mocno wstawiony Aleks i poklepał go uspokajająco po plecach. – Ddam ci bbuzi na zgodę – wpił się w szyję zaskoczonemu kumplowi.  
- Kurczę, miałeś go pilnować, żeby się nie opił – jęknął mężczyzna i kopnął pod stołem Krzycha. – Zabierz go ode mnie! – Próbował się uwolnić z łap Mendozy, ale nie bardzo mu to wychodziło. Po pierwsze sam był nieźle zalany, a po drugie szef był o wiele silniejszy od niego.
- Co my z nim teraz zrobimy? – Krzych usiłował pomóc koledze. Zdziałał tylko tyle, że Aleks z okrzykiem ,,drogi przyjacielu” rzucił się teraz na niego. Dossał się do jego karku mlaszcząc z wyraźną przyjemnością. – Ratunku! – kwiknął, szarpiąc się zawzięcie. W barze, w którym imprezowali było całkiem sporo gości. Mieli niesamowity ubaw obserwując ich zapasy. Zaczęli nawet zawierać zakłady jak dłużą malinkę uda się tym razem zrobić Mendozie, którego umiejętności dobrze znali.
 – Heniek dzwoń po Wojtka, tylko on może nas uratować! – krzyknął rozpaczliwie do kumpla Krzych, ponieważ szef znalazł sobie właśnie  nowe miejsce do zabawy, tuż za jego uchem.
***
   Wojtek siedział przy biurku i przeglądał właśnie notatki z wykładów. Na jutro miał oddać ważny projekt. Profesor był bardzo wymagający, a on musiał nanieść jeszcze kilka poprawek. Niestety nie zdążył, bo zadzwonił telefon. Jeden z gangsterów mocno spanikowanym głosem wzywał pomocy. Podobno Aleks utkwił w jakimś barze i nie mogli sobie z nim poradzić. Cindy mrucząc pod nosem przekleństwa ruszył do drzwi. Nie miał pojęcia dlaczego to właśnie on musiał zająć się tym pijanym bałwanem. Kiedy tylko wszedł do zatłoczonego baru załamał ręce. Mendoza wisiał na Krzychu robiąc mu piękną malinkę, a wszyscy obecni przy tym klaskali i dopingowali go, zaśmiewając się do łez.
- Świetnie, mój narzeczony jest niewyżytym erotomanem – warknął Wojtek do siebie. Podszedł do Aleksa i walnął go w ramię, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
- Kochanie! – wrzasnął na jego widok zachwycony mężczyzna, natychmiast puścił swoją ofiarę i rzucił się na niego. Chłopak przezornie odskoczył i ruszył do drzwi, a za nim chwiejnym krokiem podążył szeroko uśmiechnięty Mendoza. – Zmieniłeś zdanie i przyszedłeś mnie przytulić? – Wsiadł za Kopciuszkiem do samochodu i przyczepił się do niego jak rzep.
- Zabieraj te łapy jaskiniowcu jeden! – oburzył się Cindy, gdy poczuł jak ręce narzeczonego zaczynają się skradać pod jego bluzę.
- Pachniesz jak najlepsza czekolada. – Chuchnął mu w szyję i ukąsił ją delikatnie. Zaczął lizać wrażliwe miejsce, tam gdzie wyczuł pod skórą, bijący jak szalony, puls chłopaka. Przyciągnął go bliżej, aby poczuć ciepło smukłego ciała. – Mniam, waniliowe pralinki. – Obsypał go drobnymi pocałunkami. – Uwielbiam ten smak. – Zassał się mocno u podstawy szyi.
- O rany – pisnął Wojtek i zacisnął uda. Czuł jak jego penis budzi się do życia. Z każdym następnym pocałunkiem miał coraz mniejszą ochotę wyrwać się z ramion narzeczonego. Mendoza nie próżnował. Na zakręcie samochód mocno zahamował i mężczyzna nie zdążył się przytrzymać, spadł z siedzenia prosto do stóp zarumienionego narzeczonego. Podniósł się niezdarnie na kolana i  jego twarz znalazła się na wysokości brzucha chłopaka. Od razu skorzystał z okazji, podniósł mu koszulkę do góry i zamruczał z zadowolenie na widok ładnie umięśnionego, opalonego brzucha. Jednym szarpnięciem rozerwał materiał, aż do samej szyi.
- Całkiem ci odbiło? – pisnął Kopciuszek, więcej  już nie zdążył nic powiedzieć, bo Ssący Al rzucił się właśnie do akcji. Jego pracowite usta były dosłownie wszędzie. Całowały i  podgryzały kuszący kaloryferek, pomrukując z zadowolenia. Wojtek szarpał się coraz słabiej, za to zaczął głośno pojękiwać, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jego zachowanie zachęciło z kolei Aleksa do energiczniejszych poczynań. Kiedy zajechali przed dom, penis Kopciuszka był już tak twardy, że jeszcze chwila, a przebiłby się przez spodnie. Sekundy dzieliły go od zbliżającego się nieuchronnie orgazmu. Przed spuszczeniem się w majtki uratowali go ochroniarze, którzy jak tylko samochód się zatrzymał, skoczyli Wojtkowi na pomoc. Dobrze znali zwyczaje Mendozy i wiedzieli do czego jest zdolny po kilku piwach. Siłą oderwali go od brzucha chłopaka i zatargali do jego sypialni, gdzie po kilku minutach zasnął jak kłoda. Tymczasem Cindy obciągnął bluzę jak mógł najniżej, aby zasłoniła choć trochę jego erekcję, po dwa schody naraz pognał do łazienki. W ekspresowym tempie zrzucił ubranie i wszedł pod prysznic. Gdy tylko strumień ciepłej wody uderzył w bordowego od napływającej krwi członka jęknął głucho i wytrysnął na szklaną ścianę kabiny, po czym kompletnie pozbawiony sił opadł na kafelki.
- Panie Boże, jeszcze trochę i wyszedłbym z tego samochodu wyglądając jak jakiś niewyżyty nastolatek z wielką mokrą plamą z przodu. Ten drań jest strasznie niebezpieczny po pijaku. Nie ma się co dziwić, że chłopaki były takie spanikowane. Jutro się z nimi policzę, po jaką cholerę pozwolili mu tyle pić – burczał do siebie Cindy i na drżących nogach wyszedł z łazienki.
***
Następnego dnia Wojtek przyszedł do biura w apaszce. W świetlicy natrafił na Heńka i Krzycha w szalikach na szyjach popijających smętnie maślankę. Zrobił kawę i popatrzył na nich oskarżycielsko. Do drzwi zapukała listonoszka, włożyła do środka głowę i przez chwilę obserwowała ich z namysłem.
- Czy to jakaś nowa moda? – wskazała na szczelnie owinięte szyje siedzących przy stole mężczyzn.
- Przeziębiliśmy się – wymamrotał zarumieniony Wojtek.
- Tak wszyscy razem? – Kobieta spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Wirus, radziłbym nie pozostawać tu zbyt długo – odezwał się poważnie Krzych.
- Naprawdę, to ja uciekam. Tu jest poczta - rzuciła na szafkę plik kopert i szybko wybiegła z pokoju.
- Wojtek – Heniek położył mu rękę na ramieniu – w twoim wieku powinieneś już nauczyć się lepiej kłamać.
- Odwal się, przez was wyglądam jak po jakiejś zakaźnej chorobie – warknął chłopak.
- Na nas to ty winy nie zwalaj. Szef troszeczkę przeholował i zmienił się w Ssącego Ala przez ciebie. Trzeba było go trochę poprzytulać, to nie miałby takiego złego humoru – wymądrzał się mężczyzna.
- Zamknij się, bo jak pójdę do tej twojej Krysi i opowiem jej co wczoraj wyprawialiście w tym barze, to jutro twoja paskudna gęba będzie jeszcze brzydsza – wykrzywił się do niego Cindy i pokazał mu język.
***
Po południu Kopciuszek musiał udać się na uczelnię. Oczywiście spóźnił się przez teściową, która uparła się wziąć go na zakupy. Z wielkim trudem udało mu się wyrwać z jej macek, a i tak w samochodzie było z pół Galerii Krakowskiej. Wybrała mu nawet bieliznę, a czerwony jak burak chłopak nawet nie próbował protestować, widząc rozbawioną minę sprzedawcy. Facet chyba myślał, że jest jej utrzymankiem. Z ulgą pognał do Akademii z projektem pod pachą. Umówił się z Aleksem, że to on go odbierze. Pod salą stali chłopcy z jego klasy i szeptem wymieniali uwagi.
- Hej Wojtek - pomachał do niego Mirek – zaraz wyjdzie Zbyszek i zostałeś tylko ty. Stary Obmacki już trzy razy o ciebie pytał. Lepiej stań po drugiej stronie biurka – roześmiał się chłopak, widząc speszoną minę kolegi.
- Rany, a ja nie miałem czasu nanieść poprawek – westchnął.
- No coś ty, facet tak na ciebie leci, że z daleka widać. Uśmiechnij się pięknie i masz zaliczone.
 - Mirek, mam do ciebie prośbę, gdyby Mendoza mnie szukał, to nie wiesz gdzie jestem. Ten dureń jest nieobliczalny i jeszcze zrobi jakąś zadymę – zrobił szczenięce oczka i złożył rączki jak do paciorka.
- No dobra, ale niczego nie obiecuję – kiwnął głową na zgodę. Po chwili wyczytano nazwisko Wojtka i chłopak wszedł do środka. Ledwo się drzwi za nim zamknęły przyszedł Aleks. Na widok Mirka zmarszczył brwi, ten widząc jego minę zaczął się cofać do tyłu z zamiarem rzucenia się do ucieczki na najmniejszy sygnał zagrożenia.
- Gdzie Wojtek? – zapytał chłodno, mierząc go od stóp do głów zimnym wzrokiem.
- Nnie wiem – wyjąkał wystraszony chłopak.
- Na pewno? – Mendoza ujął go pod brodę i uśmiechnął się drapieżnie.
- Mmoże ww środku –  wymamrotał niewyraźnie. Mężczyzna puścił pobladłą ofiarę i bez wahania chwycił za klamkę.
.....................................................................................................
Betowała Niebieska

piątek, 14 grudnia 2012

Rozdział 5


To bardzo niemądry rozdział, miałam fazę na odrobinę fapfap i proszę co z tego wynikło. Myślę, że wszyscy czytelnicy moich opowiadań już się przyzwyczaili, że wszystko tutaj jest możliwe.

Kopciuszek siedział w pokoju głęboko zamyślony. W kuchni już od jakiejś godziny zapanował spokój. Bandyci nie byli zbyt wytrwali, po piętnastu minutach przekleństw, pochlebstw i dobijania się do drzwi odpuścili. Wojtek jednak przezornie nie usunął jeszcze swojej barykady. Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał wyjść, ale na razie nigdzie mu się nie śpieszyło. Musiał zastanowić się nad kilkoma sprawami, które nie dawały mu spokoju. Cały czas miał wrażenie, że umyka mu coś istotnego. Nie mógł uwierzyć, aby tak ważne wydarzenie w życiu każdego jak utrata dziewictwa nie pozostawiło żadnych wspomnień. Z poprzedniej nocy faktycznie niewiele pamiętał. Niestety ta ręka na jego penisie i wzmianka Aleksa o znamieniu wyraźnie wskazywały, że mężczyzna mówił prawdę. Gdy się jednak nad tym głębiej zastanowić, to spał przecież z gołym tyłkiem i niewyżyty Mendoza w każdej chwili mógł go sobie dokładnie pooglądać, a nawet dotknąć. Jeszcze ta dziwna sprawa z Włochem. Ciekawe czy każdy mężczyzna po intensywnym stosunku odczuwa takie dolegliwości? Pod tym względem on czuł się dobrze, obmacał już w łazience tyłeczek i żadnego dyskomfortu nie było. Cindy zdecydował, że musi poszukać na ten temat informacji. Najlepiej byłoby zaczepić jakiegoś doświadczonego geja. Mieszkający obok Mirek, prowadzący bujne życie towarzyskie powinien się do tego idealnie nadawać. Kopciuszek podjąwszy męską decyzję wstał i zburzył swoją barykadę. Zapukał do drzwi sąsiada i nieśmiało wszedł do środka. Chłopak ubrany w same jeansy siedział na łóżku i robił sobie manicure.
- Wojtek? Co cię tu przywiało śliczny? – obrzucił go uważnym wzrokiem.
- Wiesz, mam pytanie, ale trochę się krępuję – odezwał się zarumieniony Cindy wiercąc się na krześle. Podał koledze piwo, które zabrał ze swojej sypialni. Otworzył swoją puszkę i pociągnął solidnego łyka.
- O widzę, że to coś poważnego – uśmiechnął się do niego zachęcająco Mirek.
- Czymymógłbyśmiopowiedziećoswoimpierwszymrazie – powiedział na jednym wdechu ogromnie zmieszany Kopciuszek.
- Dobrze już dobrze. Nie denerwuj się tak. To strasznie stare dzieje, więc… - chłopak opowiadał swoją historię swobodnie, rzucając na Wojtka zaciekawione spojrzenia. Był ogromnie zaintrygowany tym pytaniem, musiała się za nim kryć jakaś interesująca sprawa.
- Powiedz, czy potem coś czułeś, no wiesz…- odezwał się Kopciuszek.
- Szkoda gadać, daliśmy porządnie czadu, więc tyłek bolał mnie potem niemiłosiernie przez kilka dni. Nie mogłem siedzieć normalnie, przy chodzeniu w środku strasznie mnie piekło i kulałem jak weteran jakiejś wojny. Następnym razem dyskomfort był o wiele mniejszy i….. – nie dokończył Mirek i oblał się piwem potrącony przez Wojtka, który zerwał się na równe nogi cały czerwony z wściekłości.
- O kurwa, ale ze mnie palant! Ta gangsterska gnida mnie oszukała! – ryknął wściekły – Tym razem przegiął, nie daruję mu tego kłamstwa i jeszcze miał czelność włożyć mi na palec pierścionek!
- Chłopie, spokojnie. Nie wiesz, że zemsta najlepiej smakuje na zimno? Opowiedz co się stało, może będę mógł coś ci doradzić – Mirek złapał go za rękę i usadził z powrotem na fotelu. Rozmawiali jeszcze z godzinę obgadując plany na przyszłość. Dyskusję przerwał im Mendoza, który wpadł do sypialni jak bomba.
- Co ty robisz z tym nagusem w pokoju?! – wydarł się od samych drzwi.
- Nie krzycz na mnie, bo powiem pani Oliwi jak traktujesz swojego narzeczonego – Wojtek obrzucił go chłodnym spojrzeniem. Wstał z krzesła, pożegnał się z kumplem skinieniem głowy i zadzierając dumnie nosa wyminął zaskoczonego jego zachowaniem Aleksa. – Jedziemy do domu czy nie? Niepotrzebnie się fatygowałeś, sam dałbym sobie radę z przeprowadzką.
- No nie wiem. Heniek i Krzych wpadli do domu jak huragan i darli się, że wpadłeś w histerię i o jakiejś barykadzie. Nie mogłem się z nimi dogadać więc jestem – Mendoza przyglądał się uważnie Cindy, coś w jego postawie mu nie pasowało. –Spakowałeś się?
- Wszystko już gotowe – odezwał się Wojtek i ruszył przodem nawet nie spojrzawszy na coraz bardziej zaniepokojonego gangstera. Przez całą drogę powrotną chłopak nie odzywał się do mężczyzny. Oglądał z obojętną miną widoki za oknem. Aleks doszedł do wniosku, że jest nadal na niego zły za te nagłe zaręczyny. Poprzysiągł sobie, że wymyśli jakiś sposób na ułagodzenie wkurzonego narzeczonego, bo inaczej długo nie zobaczy jego ponętnego tyłeczka. Na samo wspomnienie krągłych półkul robiło mu się ciasno w spodniach. Odwiózł małego pod same drzwi. Musiał niestety wrócić do pracy. Miał cały dzień, aby wymyślić dla Kopciuszka jakąś niespodziankę. Niestety roboty papierkowej w biurze było naprawdę sporo, godziny mijały, a jemu nic inteligentnego nie wpadło do głowy. Wracając wieczorem do willi kupił ogromny bukiet czerwonych róż, licząc na to, że chociaż trochę zmiękczy serce Cindy. Poszedł prosto do sypialni chłopaka, zapukał, ale nikt mu nie odpowiedział. Drzwi nie były zamknięte więc wszedł do środka. Wojtka nigdzie nie było, wszędzie leżały porozrzucane ubrania jakby się gdzieś wybierał. Na stoliku dostrzegł kartkę wyraźnie zaadresowaną do siebie.

Drogi Aleksie

Dzisiaj dokładnie sobie przemyślałem swoją sytuację i doszedłem do wniosku, że jestem na bardzo niesprawiedliwej pozycji. Jesteś ode mnie starszy o kilka lat i zdążyłeś się wyszumieć, nabrać doświadczenia, poznać życie. Ja niestety nie miałem takiej okazji, a skoro straciłem już dziewictwo, to chyba mogę trochę poeksperymentować przed ślubem. Nie czekaj na mnie z kolacją, wrócęźno. Poszedłem się zabawić i poznać nocne atrakcje Krakowa.
Wojtek     

- Niech to jasny szlag! – Mendoza walnął pięścią w szklany blat stolika i rozbił go na drobny mak. – Ty mały, paskudny draniu! Już ja ci dam nocne życie! – Wybiegł z pokoju jakby go goniło stado furii. Narzucił na siebie kurtkę, wpadł do holu i nagle przystopował. Mężczyzna nie wiedział przecież dokąd poszedł jego narzeczony. Wyciągnął komórkę i zaczął obdzwaniać znajomych. Dopiero po dwóch godzinach udało mu się ustalić miejsce pobytu zbiega. 

Wojtek z Mirkiem postanowili iść do znanego gejowskiego klubu ,, Pod Tęczą”. Dawano tam świetne drinki, a muzyka była na najwyższym poziomie. Cindy, który wstąpił tu po raz pierwszy rozglądał się nieco speszony. Większość osób była dość wyzywająco ubrana, a prawie wszyscy ślizgali się po jego ciele pożądliwym wzrokiem. Kumpel zmusił go do założenia bardzo dopasowanej, krótkiej koszulki raz po raz odsłaniającej opalony brzuch oraz jeansów opinających mocno zgrabne cztery litery. Kopciuszek czuł się bardzo niezręcznie. Co drugi facet próbował do niego zagadywać, a on chował się za Mirkiem, który śmiał się z jego nieśmiałości. Chłopak poprowadził go do baru, gdzie zamówił słabe drinki.
- Jesteśmy tu by się bawić, nie upić – powiedział do Wojtka i podał mu szklaneczkę. – Może zapląsamy – wskazał na parkiet pełen tańczących przystojniaków.
- Za chwilę – mruknął Cindy.
- Chłopie, ciebie trzeba koniecznie rozruszać, bo skończysz jako przykładna żona tego Mendozy, latająca ze ścierką do kurzy i gotująca mężusiowi obiadki. Dam ci  czegoś spróbować, zaciągnij się tylko raz – wyjął z kieszeni papierośnicę i zapalił niewielkiego skręta.
- Co to, nie chcę żadnych dragów – odepchnął jego rękę chłopak.
- To nie narkotyki tylko taki rozluźniacz. Jakbyś wypił mocnego drinka, trochę wzmaga libido.
- No dobra, w końcu miałem spróbować nocnego życia – Wojtek pociągnął papierosa, zakrztusił się, a dym poleciał mu nawet nosem. Wszyscy wokół zaczęli chichotać. Po chwili odzyskał swobodny oddech i zaczęło go ogarniać przyjemne ciepełko. Spojrzał na podest gdzie chłopcy gięli się w zmysłowym tańcu. Wyglądali niesamowicie seksownie. Ocierali się o swoje ciała nawzajem i z jakiegoś powodu Wojtkowi nagle wydało się to bardzo zabawne. Zaschnęło mu w gardle. Odwrócił się do barmana, złapał go za krawat i przyciągnął bliżej siebie.
- Cukiereczku – wyszeptał ochryple – podaj mi szklaneczkę wody z lodem – pomiział zaskoczonego mężczyznę po policzku.
- Już się robi śliczny – postawił przednim zamawiany napój. – O drugiej kończę i możemy pójść się do mnie zabawić – wbił we Wojtka błyszczące, czarne oczy.
- Szybki jesteś – pokręcił głową z podziwem Mirek. – Ledwo przyszedłeś, a już sobie fajnego gościa przygruchałeś. – O kurcze! – pisnął, bo w tym momencie Cindy z błogim uśmiechem na twarzy złapał go za tyłek i mocno zacisnął na nim palce.
- Masz fajną dupcię – mruknął zachwycony, gładząc jego pośladki przez cienki materiał.
- Rany, ale masz odlot – roześmiał się chłopak, usiłując się uwolnić. – Aleks cię zabije jak cię zobaczy.
- Pieprzyć tego chama, idziemy tańczyć – Kopciuszek ściągnął gumkę z włosów, roztrzepał je dłonią, kasztanowe, lśniące loki opadły aż do pośladków. Ruszył na środek sali pociągając za sobą kumpla. Natychmiast złapał rytm. Wokoło niego wiły się spocone, męskie ciała. Wszystkie wyglądały dla niego równie apetycznie. Zaczął się ocierać o wszystko co napotkał na swojej drodze. Robiło mu się coraz przyjemniej. Gorące, południowe rytmy dudniły w jego uszach, biodra same poruszały się i wirowały. Czuł na sobie dziesiątki zwinnych dłoni.

Mendoza wszedł do zatłoczonego klubu ,,Pod Tęczą”. Nigdzie nie mógł dostrzec niepoprawnego zbiega. Miał zamiar jak tylko go znajdzie zawlec do domu i sprawić mu porządne lanie na przemian z kazaniem. Podszedł do baru i zagadnął mężczyznę uwijającego się za ladą.
- Zerknij na to zdjęcie, widziałeś tu dzisiaj tego dzieciaka?
- Pewnie, że tak szefie, słodziutki maluch, najpierw się do mnie przystawiał, a potem poszedł z takim blondynkiem tańczyć. Był nieźle napalony, więc może chłopaki zaciągnęły go już do darkroomu.
- Cholera! – warknął Aleks. Mężczyzna był już nie tylko wściekły. Przestraszył się nie na żarty. Nigdy sobie nie daruje, jeśli jego ślicznego narzeczonego spotkało coś złego. Powinien był go lepiej pilnować, przecież doskonale wiedział, że ten głuptas z prowincji o wielu rzeczach nie ma pojęcia i jest naiwny jak pierwiosnek. Właśnie miał pójść na tyły klubu, tam mieściła się sala, gdzie bez zahamowań uprawiano ostry seks. Oczami wyobraźni już widział zakrwawione uda Cindy gwałconego przez zgrają nabuzowanych facetów. Zerknął jeszcze dla pewności na parkiet i mignęły mu dobrze znane, kasztanowe loki. – O żesz ty cholero jedna! – mruknął z ulgą. Wbił się jak taran między pląsających ludzi i złapał w talii niczego niespodziewającego się Wojtka.  Bezceremonialnie zarzucił sobie wierzgającego i prychającego ze złości chłopaka na ramię i wyszedł z nim z klubu.
- Puszczaj ty mutancie! – darł się na całe gardło Cindy. Aleks nic sobie nie robił z jego protestów. Wrzucił go do samochodu na tylne siedzenie. Przez cała drogę musiał walczyć z Kopciuszkiem, który z oślim uporem próbował wrócić ,,do tego sklepu z ciasteczkami” jak sam to określił. Mendoza, kiedy dotarł z nim do sypialni był już cały zdyszany. Rzucił go na łóżko i sprawnie rozebrał do bokserek.
- Masz iść spać – warknął na niego i przykrył kołdrą. Starannie omijał przy tym wzrokiem kuszące, chętne ciało. Wyszedł na korytarz i z ulgą oparł się o ścianę. Miał dzisiaj szczęście i zdążył na czas. Musi jutro rozmówić się z tym głupolem. Westchnął i już miał udać się do swojej sypialni, gdy zobaczył wychodzącego ze swojego pokoju Wojtka. W samych majtkach w motyle, z różowym kocykiem w ręce szedł przed siebie.
- No nie, zaraz zwariuję – Aleks złapał nocnego wędrownika – gdzie leziesz goły jak święty turecki?
- Szukam moich deserków, wszyscy byli taaacy śliczni. Wypatrzyłem sobie nawet kilku, których miałem zamiar potem skonsumować – westchnął. - Nie lubię cię – wbił mu w pierś palec – jednego nawet zacząłem podgryzać, a ty mi przeszkodziłeś – spojrzał na mężczyznę oskarżycielsko i zamrugał nieco zamglonymi, błękitnymi ślepkami.
- Co takiego – potrząsnął nim Mendoza – lizałeś się tam  z jakim kolesiem?
- Mhm… był baaardzo smaczny – oblizał się Cindy z wyraźną przyjemnością.
- Boże daj mi cierpliwość, bo zaraz go obedrę ze skóry – Aleks wzniósł oczy do nieba, złapał za ramię narzeczonego i wepchnął go z powrotem do sypialni. Ponownie wrzucił go do łóżka, ale Kopciuszek nie dał za wygraną. Sprytny, acz niezbyt przytomny chłopak włożył mu rękę pod koszulę, zmusił do położenia się obok ciągnąc za włosy na klatce piersiowej. – Jak ja się ciebie pozbędę? – skrzywił się z bólu Mendoza, powoli odrywając jego ręką od swojej piersi. Nie zauważył jednak, że druga łapka zakradła się w o wiele ciekawsze miejsce. Wojtek zwinnie odpiął spodnie mężczyzny i zanim ten zdążył zaprotestować wsunął mu dłoń do majtek. Zacisnął długie palce na wpół nabrzmiałym członku i wplątał je w kręte włosy łonowe swojej zdobyczy. – O jeny – jęknął ochryple Aleks, czując, że długo takiej tortury nie wytrzyma. Kopciuszek tymczasem ułożył się wygodnie na jego piersi, przytulił policzek do ciepłej skóry pod obojczykiem i przymknął oczy. Usta chłopaka znalazły się blisko sutka mężczyzny, co chwilę ciepły oddech owiewał twardniejący gruzełek wywołując w całym ciele Mendozy rozkoszne wibracje. – To jakiś dziwny sen, takie rzeczy nie zdarzają się normalnym ludziom – wymamrotał do siebie dość słabym głosem oszołomiony Mendoza. Spróbował odczepić rękę chłopaka od swoich włosów, ale niestety okazało się to niewykonalne. Czym mocniej ciągnął, tym bardziej Cindy zaciskał palce, a penis mężczyzny był już bordowy od napływającej do niego gwałtownie krwi. Fioletowa żyła pulsowała na nim jak szalona. Nieświadomy niczego Kopciuszek, pozostający na granicy jawy i snu, przesunął kilka razy dłonią w górę i w dół, wyrywając z ust narzeczonego pełne rozkoszy pomruki. W końcu Mendoza nie wytrzymał i wystrzelił obfitym strumieniem spermy wyginając ciało w łuk i wydając głośny okrzyk spełnienia. Przez chwilę leżał bez ruchu nie mogąc uwierzyć w to, co go właśnie spotkało.
- Niemożliwe, właśnie zostałem zmolestowany przez śpiącego faceta, który nawet tego nie zauważył – ponowił próbę uwolnienia się z rąk małego zboczucha. Niestety szybko się przekonał, że jest to niesamowicie bolesne i lepiej będzie przeczekać sprawę, aby oswobodzić się musiałby powyrywać sporo swoich włosów z bardzo wrażliwego miejsca. Z drugiej strony chętnie zobaczy minę Wojtka, kiedy się zorientuje czym się zajmował. 
– Ja pierdolę! - kwiknął po chwili bezradnie. - Och… to będzie dłuuuga noc – jęknął ponownie, ponieważ ciepła łapka zaczęła od nowa swoje harce.
............................................................................................

Pozwólcie, że coś tutaj wstawię. Ja się ogromnie uśmiałam. Zamiast komentarza dostałam ten zabawny wiersz. Autorka napisała to pod wpływem chwili.


Cinderella
Nasz Wojtuś kochany, nieśmiałe to dziecię
A tu taki niefart , pomyślcie co chcecie.
Na mafię natrafił, a fajtłapa jest z niego,
Rozwalił ich szefowi gadżeta nowego.
Więc kajał się , płakał nasz maluszek,
i w firmie Mendozy dostał imię - Kopciuszek.
Więc gotował, sprzątał, że wszystko lśniło,
aż mafiozi wołali -,,Jak tutaj miło ! "
Lecz Wojtuś nabroił i uciekł daleko
Lecz Henio go znalazł i krzyknął -,, Eureko!"
Cindy został nareszcie znaleziony! 
Przy Mendozie się trzęsiemy niczym parkinsony!
Wróć Cindy do nas , my Cię potrzebujemy,
bez ciebie Aleksa nigdy nie ogarniemy! "
Gdy nasza księżniczka się dowiedziała, 
co banda mafiozów mu narozrabiała,
wrócił, posprzątał i znów czysto było
lecz Aleks  się zachował niczym arcyłotr.
Teraz nasz biedny, maleńki Kopciuszek
musi się uczyć zagranicznych pogaduszek.
Do spotkania więc doszło, z szefami innych mafii,
Oczywiście naszego Aleksa to nie martwi.
Lecz gdy zobaczył że Wojtek się upił,
i że się tak przed gośćmi wygłupił, 
rzucił go na łóżko ( Oczy się rozszerzyły Aleksowi-Casanovie
nasz Cindy był goły, nie miał nic na sobie !)
Więc spojrzał na nagie chłopaka  ciało,
A w spodniach coś krzyczy ,, Mało mi, mało!"
Położył się obok , kamiennym snem zasnął,
lecz rano go Cindy obudził gdy wrzasnął.
Na dźwięk ten Wojtusia siostry odlotowe,
Mendozę chciały skrócić o głowę.
Cindy zakrzyknął - ,, Drań wianek mi ukradł !"
i wtedy mało od krzyków bym nie ogłuchła.
Lecz mama Aleksa, mądry  uknuła plan
Na nic Aleksowi pęk buddyjskich mantr.
Wojtuś miał zostać jego żoną bezzwłocznie,
Lecz teraz się piekło dopiero rozpocznie.
Nasz Wojtuś się kapnął, że dalej ma wianek,
Postanowił zrobić Mendozie szereg niespodzianek
Upił się lekko, ziołem zaprawił
i jak niewyżyty baran się bawił
Gdy to zobaczył jego zazdrosny mężulek
Wziął go na ręce, naciągnął podkoszulek
Położył go u siebie, pozbierał klamoty,
lecz nie wiedział, że się w nowe pakuje kłopoty.
Nic się nie spodziewając poszedł do siebie,
a Cindy sprawił, że się poczuł jak w niebie.
Po pieszczotach Kopciuszka , zasypiając myślał
że Wojtuś mu teraz nie powie, że zmyślał
gdy rano zobaczy co trzyma w ręce 
może być maluszek zdziwiony wielce.
Wenowa wróżka - Niebieska Wampirzyca



sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 4


Prawdę mówiąc nasz Kopciuszek był nadal nieźle zawiany. Poprzedniego dnia wlał w siebie niemożliwą ilość alkoholu, a że miał słabą głowę i mało trenował nieszczęsne procenty jeszcze z niego nie wyparowały. Próbował przypomnieć sobie coś z poprzedniego wieczora, ale niezbyt dobrze mu to wychodziło. Miał tylko jakieś niewielkie przebłyski minionych wydarzeń. Na myśl, że wczoraj imprezował w tej cieniutkiej, prześwitującej szmatce jego policzki zapłonęły czerwienią. Otarł łzy wierzchem dłoni, obmył twarz zimną wodą i zaczął się zastanawiać. Pamiętał grę w butelkę, kimona, sznur z ubraniami, jak przez mgłę słyszał wydzierającego się na niego Aleksa żeby się przesunął i czyjąś ciepłą dłoń na swoim penisie. Resztę pokrywała gęsta mgła. Czyżby rzeczywiście upił się do tego stopnia, że dał się przelecieć temu wiecznie napalonemu łajdakowi? To była zagadka, której w tej chwili nie potrafił rozwiązać. Postanowił skupić się na doprowadzeniu do porządku i ułagodzeniu rozszalałych sióstr. Wianek przepadł i choćby jak głośno krzyczał to i tak go już nie odzyska. Z Mendozą policzy się później.
- Czy mógłby ktoś dać mi coś do ubrania? – zapytał drżącym głosem.
- Oczywiście Wojtusiu – odezwała się Olga. – Co tak stoisz? – warknęła do Aleksa i szturchnęła go lufą strzelby. – Przynieś jakieś ciuchy! – Mężczyzna z ulgą udał się do garderoby, gdzie ubrał się z szybkością błyskawicy i znalazł jakiś dres i koszulkę dla Cindy. Wrócił do sypialni i zapukał do łazienki.
- Otwórz, mam dal ciebie rzeczy – kiedy Wojtek uchylił ostrożnie drzwi podał mu zawiniątko.
- My idziemy na dół do salonu i za dziesięć minut chcemy was tam obydwu widzieć – rzuciła groźnie do syna pani Oliwia i machnęła ręką na siostry Piekiełko, dając im znak do odwrotu.
Tymczasem Kopciuszek wziął szybki prysznic, założył co mu zaoferowano i na bosaka wyszedł z łazienki. Wyglądał naprawdę smętnie. Miał podkrążone oczy, blade policzki, a w brzuchu prawdziwą rewolucję. Poprzedniego dnia niewiele zjadł i teraz był nieludzko głodny.
- Ale masz ochronę – mruknął do Mendozy nie patrząc mu w oczy – jakim cudem wpuścili tu te diablice?
- Masz na myśli swoje siostry? – zapytał dla pewności mężczyzna, przyglądając się rozbawiony zmaltretowanemu chłopakowi.
- Yhy… uwierz mi, moje nazwisko skądś się wzięło – jęknął Wojtek masując sobie skronie. – Pewnie wymyślił je jakiś nieszczęśnik, który naraził się kobietom z mojej rodziny.
- To może być prawda – przytaknął mu z pełnym przekonaniem Mendoza myśląc o swoim zetknięciu się z dziewczętami i niebezpiecznej broni w ich rączkach. – Czy one umieją strzelać? – zapytał, licząc na to, że chłopak zaprzeczy.
- Coś ty, obydwie należą do koła łowieckiego, a spod ich nagród w zawodach strzeleckich nie widać ściany! Nawet nie marz o tym, że cię nie trafią! – posłał mu złośliwy uśmieszek chłopak. – Miałeś człowieku pecha, to one powinny trafić do twojego biura, a nie ja. Idealnie się nadają na członków organizacji – Zaczął zeskakiwać po dwa stopnie, trzymając w ręce nieposłuszne spodnie, które cały czas zjeżdżały z jego tyłka odsłaniając jasne pośladki. Nie miał biedak pojęcia jak taka niewinna część garderoby może czasem odmienić czyjeś życie. Aleks z coraz szerszym uśmiechem szedł za nim podziwiając piękne widoki. W salonie zastali wszystkie panie siedzące ze zmarszczonymi brawami.
- Usiądźcie, musimy poważnie porozmawiać – odezwała się spokojnie pani Oliwia. – Czy ty synu uważasz się za człowieka honoru? – zwróciła się do zaskoczonego takim pytaniem Mendozy
- Oczywiście mamo, ale nie rozumiem za bardzo twoich intencji..
- A ty Wojtusiu? – zwróciła się do siedzącego nieśmiało na brzeżku krzesła studenta.
- Tak proszę pani – odpowiedział ostrożnie chłopak, kopiąc Aleksa pod stołem i szukając w jego twarzy jakiejś podpowiedzi.
- W takim razie synu, na pewno wiesz co powinieneś zrobić, bo chyba nie uwiodłeś dla zabawy tego niewinnego chłopca? – kobieta wstała i podeszła do stołu na którym leżała maleńka, ozdobna kasetka. Wręczyła ją oniemiałemu Mendozie, który stał jak wryty, spoglądając na rodzicielkę wytrzeszczonymi oczami.
- Aale mmamo! – udało mu się wyjąkać. – Nie jestem jeszcze gotowy na takie poważne zobowiązania, to pomył… – zerknął na Cindy, który nie mając pojęcia o co chodzi też zerwał się z krzesła. Niestety zapomniał o zbyt dużych spodniach, które teraz wdzięcznie się zsunęły do połowy krągłych pośladków. Mężczyzna wbił wzrok w kuszące półkule i po krótkim namyśle uśmiechnął się szelmowsko. W pierwszej chwili miał zamiar się przyznać i opowiedzieć co właściwie się stało, ale doszedł do wniosku, że tak będzie o wiele zabawniej, poza tym perspektywa, którą miał przed sobą była naprawdę niezła. Z całą pewnością był to najseksowniejszy tyłek jaki w życiu widział. – Właściwie, dlaczego nie? – złapał zaskoczonego chłopaka za rękę, wyciągnął z pudełeczka piękny pierścień z brylantem i wsunął mu na smukły palec. Drugi włożył mu w dłoń. – Teraz twoja kolej kochanie.
- Na co? – zapytał kompletnie zbaraniały Kopciuszek obracając w palcach sygnet.
- Włóż mu go wreszcie i będziecie po słowie. Nigdy nie myślałam, że mój mały braciszek pierwszy znajdzie sobie narzeczonego. Nie martw się, my zajmiemy się resztą – odezwała się Magda ocierając łzy wzruszenia.
- Nnarzeczonego – wymamrotał z wyjątkowo tępym wyrazem twarzy.
- Właśnie się zaręczyliśmy skarbie, cieszysz się? – wyszczerzył do niego zęby Mendoza i wyciągnął dłoń. Wojtek zdrewniałymi palcami nałożył mu pierścień i usiadł ciężko w fotelu.
- Czy ktoś może mi podać szklankę wody z lodem? – jęknął i złapał się za głowę.
- Wy tu sobie porozmawiajcie, na nas już czas – zgarnęła siostry Piekiełko pani Oliwia. Na korytarzu jak tylko zamknęła za sobą drzwi uśmiechnęła się tryumfalnie do dziewcząt – Widziałyście ich miny? To była czysta robota i perfekcyjnie wykonany plan. Chodźmy gdzieś, musimy to uczcić – Poklepała je przyjaźnie po ramionach. Jednego jednak nie wzięła pod uwagę. Swojego syna znała może doskonale, ale najwyraźniej nie doceniła temperamentu i pomysłowości przyszłego zięcia co w przyszłości miało zaowocować szeregiem różnych katastrof.
Narzeczeni kiedy zostali sami przez chwilę siedzieli bez słowa, spoglądając na siebie z nieco zszokowanymi minami. Szczególnie Wojtek, który z wiadomych względów nadal niespecjalnie się czuł nie mógł przyjść do siebie. Nie potrafił pojąć jak znalazł się w tak dziwacznej sytuacji. Od poznania Aleksa ciągle spotykały go jakieś niespodziewane przypadki. Ledwo wygrzebał się z jednego dołka natychmiast wpadał w następny. Musiał jakoś strasznie się narazić temu panu na górze.
- Szefie, musimy się z tego jakoś wyplątać – wstał i lekko się zachwiał. Mendoza zwinnie podbiegł do niego i złapał go dosłownie w ostatniej chwili, a to że za tyłek, to już kompletny przypadek. – Puszczaj! - pisnął zmieszany Cindy usiłując się wyrwać.
-  Wojtek, skoro jesteśmy zaręczeni, a po twoim dziewictwie pozostało już tylko wspomnienie, to chyba możemy się iść trochę poprzytulać? – zapytał z drapieżnym uśmiechem mężczyzna i oblizał usta. – Mam nadzieję, że twój kodeks na to pozwala – zamruczał mu do ucha niskim głosem.
- Ty szumowino niskiej klasy! Ja tu cierpię męki, a ty tylko o pieprzeniu myślisz! – czerwony ze złości Kopciuszek rzucił się na Aleksa, który stracił równowagę i obaj przewrócili się na dywan. Sięgnął pazurkami do jego twarzy robiąc na niej piękny pięciopalczasty ślad. Na szczęście dla mężczyzny kobiety nie odeszły daleko, na odgłosy walki zawróciły i wpadły do salonu.
- Chłopcy! – załamała ręce pani Oliwia – jak dzieci, ani na chwilę nie można z was spuścić oczu! –  pokręciła z niezadowoleniem głową. - Musimy ich rozdzielić! – zakomenderowała. Nie było to łatwe, ale po kilku minutach trzem kobietom udało się ściągnąć prychającego wściekle chłopaka z Mendozy.
- Zostawcie mnie, zabiję go, wydrapię oczy, zrobię wszystkim przysługę! - darł się dziko rozjuszony Wojtek.
- Jak taki sam temperament będziesz pokazywał w łóżku, to jestem gotowy się ożenić z tobą choćby dzisiaj – roześmiał się beztrosko Mendoza, trzymając się za podrapany policzek i od razu zarobił z liścia od oburzonej matki.
……………………………………………………………………………

Następnego dnia wczesnym rankiem do wynajmowanego przez Wojtka pokoju zapukało dwóch znajomych bandytów. Współlokatorzy, jedzący właśnie w kuchni śniadanie, mieli zamiar zaprotestować, ale na widok ich niewątpliwych atutów w postaci nadmiernie rozrośniętych mięśni szybko zmienili zdanie. Bez problemów weszli więc do środka i rozejrzeli się dookoła. Sypialnia Cindy była bardzo maleńka i skromna, rośli mężczyźni z trudem się w niej zmieścili.
- Cindy wstawaj, twój książę nas przysłał po rzeczy – zarechotał Heniek i potrząsnął śpiącym chłopakiem.
- Wynocha, po coście przyleźli tak wcześnie – warknął do nich i otworzył jedno oko – poza tym nigdzie bez śniadania nie idę.
- To dobrze się składa, bo my też o suchych pyskach – odezwał się Krzych.
- Będą tosty? – zrobił szczenięce oczka drugi z dryblasów.
- Dlaczego zaczynam odnosić dziwne wrażenie, że zaręczyłem się z cała bandą? – podniósł się z łóżka Wojtek, widząc, że nie ustąpią.
- To my zaczekamy w kuchni – Wycofali się do pomieszczenia obok. Lokatorzy na ich widok poumykali w popłochu do swoich pokoi, pozostawiając jednak niedomknięte drzwi. No cóż, ludzka ciekawość zwykła rzecz, a Wojtek nie był zbyt wylewny i rzadko opowiadał im o swoich sprawach. Tymczasem bandyci rozsiedli się za stołem z błogimi minami. W perspektywie mieli wspaniałe śniadanko więc nic nie mogło zepsuć im humoru. Widzieli jak Cindy zwinnie krząta się po kuchni z dość kwaśną miną i postanowili poprawić mu samopoczucie. Przecież będą teraz jedną wielką rodziną, a o kumpli trzeba dbać. Chłopak w kilkanaście minut przyrządził obfity posiłek składający się z jajecznicy na boczku i chrupiących tostów. Mężczyźni rzucili się te domowe przysmaki głośno wyrażając swoje pochwały.
- Wojtek, ty się nie martw na zapas z szefa to całkiem równy gość. Ma kilka drobnych wad, ale świetny z niego kompan – uśmiechnął się Heniek z pełnymi ustami.
- On ma rację – poparł go Krzych – jeśli my przez tyle lat daliśmy radę, to ty też nie załamiesz się z byle powodu. - Kopciuszek popatrzył to na jednego, to na drugiego i czerwona lampka w jego głowie zaczęła gwałtownie migotać.
- Chwileczkę, o czym wy mówicie? O co chodzi z tymi wadami? – zapytał ostrożnie.
- No wiesz, szef jak popije zmienia się w Ssącego Ala, trzeba wtedy na niego uważać – odpowiedział poważnie Heniek.
- Ssącego Ala? – zamrugał rzęsami Kopciuszek kompletnie zaskoczony.
- Al jest skrótem od Aleksa, a Ssący, bo jak cię dorwie to się wgryza i nie puści dopóki nie zrobi ogromnej malinki. Ostatnio jak mnie dopadł na tej imprezie integracyjnej z Rosjanami udało mu się wyssać z pięć, zanim chłopaki go odciągnęły. Jak wróciłem do domu to moja Krysia tak mi przerobiła pysk, że przez trzy dni lód przykładałem, a i tak wszyscy się za mną na ulicy oglądali. Nie uwierzyła w żadne tłumaczenia. Teraz jednak mamy ciebie, więc możemy czuć się bezpieczni!
- Co takiego?! – jęknął Wojtek i osunął się na krzesło.
- A ty byś uwierzył idioto? – pokiwał głową z politowaniem Krzych i popukał Heńka w kudłatą głowę. – Szef ma jeszcze jedną wadę, zresztą dla niektórych to może być zaleta, zależy jak na to popatrzyć – uśmiechnął się do wyraźnie pobladłego Kopciuszka.
- Mów, chyba już nic mnie nie zaskoczy – wyszeptał Wojtek.
- Szef ma baardzo duży temperament. Wielu z jego kochanków nie było w stanie mu sprostać. Kiedyś byliśmy w willi w górach i przygruchał sobie jakiegoś Włocha. Zamknął się z nim w sypialni na całą noc. Rano biedny Italianiec wyczołgał się z pokoju, wypił jednym haustem dzbanek wody i opadł jak liść na kanapę. Spał jednym cięgiem przez całą dobą. Nawet mieliśmy już doktora wzywać czy nie chory jakiś. Następnego dnia obudził się i na widok pochylającego się nad nim Mendozy kwiknął przerażony, złapał za swoją kurtkę i otworzył drzwi omal nie wyrywając ich z zawiasów. Umykał jak wyścigowy chart. Zbiegł z górki chyba w pięć sekund, ale trzymał się przy tym za tyłek i okropnie kulał – zarechotał Krzych. Zajęty opowieścią nie zauważył, że Kopciuszek wstał, zaczął powoli wycofywać się do swojego pokoju i kiedy tylko znalazł się w środku zamknął go na klucz. Bandyci dopiero na odgłos zatrzaskującego się zamka zorientowali się co się dzieje, ale było już za późno. Usłyszeli jak chłopak mamrocząc pod nosem brzydkie wyrazy pod adresem Mendozy przesuwa ciężką szafę i biurko, robiąc barykadę.
- Powiedzcie szefowi, że z nami koniec. Nie będę się zajmował ani Ssącym Alem, ani służył mu za materac do nocnych rozrywek. Niech sobie harem założy, stać go!
.............................................................................................
Betowała Niebieska